Gears of War 3 – pierwsze wrażenia

Gears of War 3 – pierwsze wrażenia

Sep 19
Gears of War 3 – pierwsze wrażenia

Jako że od paru dni ogrywam trzecie Gearsy (jednocześnie pozdrawiając tę osobę, która wie, że ją pozdrawiam i dlaczego), mogę napisać parę słów w przeddzień premiery. Aktualnie jestem w połowie Aktu II (z pięciu bodajże), więc to dobra chwila na pierwsze wrażenia.

Zacznę od odwrotnej strony niż zwykle, czyli od górnolotnych stwierdzeń “kupowanie Gearsów do singla to porażka”. No więc nie wiem co jest fajnego w trybie multi gearsów (poza oczywiście hordą, antyhordą oraz coopowym brnięciem przez kampanię). Multi jest ciasne, nieciekawe, mało odkrywcze i dość mocno chaotyczne. Nie czuć epickości starcia, nie ma poczucia zagrożenia – jedyna rzecz, która mi się w multi podoba, to piach co jakiś czas zawiewający mapę, kiedy to ekipy dzielą się na tych, którzy ruszają naprzód z podniesionymi piłami łańcuchowymi oraz tych, którzy bezpiecznie siedzą za rogiem i ładują z obrzynów w ludzi zagubionych w burzy piaskowej.

Bardzo w multi przeszkadza mi nie tyle mikra, ile arcynędzna liczba giwer – można wziąć (przynajmniej na razie, a parę leveli już nabiłem) dwie bronie przyboczne (shotgun, obrzyn) i trzy czy cztery bronie główne. Na mapkach można znaleźć nowe giwery, ale przywykłem do jakiejś tam customizacji mojej postaci inną metodą niż sprintowanie na początku rundy. Sądząc po tym, czym strzelają ludzie na wysokich levelach, nie ulega to zmianie.

Tak więc multi stosuję jako chwilową odskocznię od znakomitego singla, chociaż amerykańskie podejście do kultowych zdaniem Amerykanów gier (czyli futbolu amerykańskiego) zaowocowało na razie jednym solidnym facepalmem, chociaż następujący zaraz potem specyficzny gameplayowy fragment był tak wspaniale absurdalny, że wybaczam te szafki, kaski i szerokie ramiona.

Singleplayer – tak samo jak poprzednio – składa się zasadniczo z killroomów, ale póki co historia poprowadzona jest zgrabnie i jest poczucie robienia epickich rzeczy, gdy wali do nas brumak z rakiet i karabinów maszynowych. Brumak jest wielkości domu i wpakowałem w niego około 600 nabojów zanim się wreszcie położył. Tu ciekawostka dotycząca poziomu trudności gry – na hardzie nie jest trudno. Ba, jest nawet łatwo i co zabawne, towarzysze (na razie zawsze biega się w czwórkę) ratują nam życie raz po raz w nawet najgłupszych sytuacjach typu “pobiegłem do przodu za kimś i teraz się wykrwawiam 50 metrów dalej”. Póki co tak naprawdę zginąłem-zginąłem jeden raz, za to efektownie, bo mi zmiażdżyli głowę.

Brutalność, znak firmowy serii, jest tu taka jak zawsze, natomiast z przerażeniem zauważam, że przestaje to na mnie robić wrażenie – a pamiętam, jak mi ciarki przeszły, gdy pierwszy raz w pierwszych Gearsach podbiegłem do kogoś z piłą. Przez tych kilka lat gry najwyraźniej poszły dużo dalej niż sądziłem i hektolitry krwi zachlapujące mi ekran przyjmuję wręcz z otępieniem.

Dobre jest zróżnicowanie geograficzne – w zasadzie co rozdział (czyli jakieś 20 minut jak dobrze idzie) zmienia się zupełnie wystrój, a że grafika jest szokująco wspaniała (co widać zwłaszcza na wielkich potworzyskach), to i człowiek w pierwszej chwili staje z rozdziawioną gębą i się gapi na ten wypas, który potrafi wygenerować konsolka sprzed pięciu lat.

Nie miałem jakiejś straszliwej zajawki na Gearsy, ale doceniam poziom tej gry i chętnie ją skończę. Natomiast fanom multi polecam poszukanie czegoś ciekawszego.

5 comments

  1. avatar
    henio

    Kiedys przeszedlem pierwsze GoW na PC. Strasznie sie przy tym meczylem, nie przemawia do mnie ten kult sily, ktorym epatuja nas Amerykanie w prawie kazdym filmie i grze. Ludzie o wielkosci i ksztalcie szafy, coraz wieksze bronie i coraz wieksi przeciwnicy – tak wlasnie bylo w GoWie i mnie to nudzi. Jest to mi wlasciwie rownie obce kulturowo co japonskie erpegi.

    Do GoWa mam jeszcze pretensje o to, ze upowszechnil walke zza oslony – i teraz taki system ma co druga gra.

  2. avatar
    bluesboy

    Ja natomiast pamiętam do dziś, jak na Openerze latem 2007 r. (wtedy gwiazdą byli Beastie Boys – eh to był koncert) był duży namiot promujący XBoxa360 i na stanowiskach można było zagrać w pierwsze Gears of War (premiera była później – chyba koniec 2007). Nigdy wcześniej, ani nigdy później żadna gra nie zrobiła na mnie takiego piorunującego wrażenia – ta grafika wspaniała, ten ciężar postaci gdy biegła, te chowanie się za przeszkodami. A jak kupiłem grę – to w domu już nie było tak super… inna sprawa, że na koncernie człowiek zawsze wypije co nie co i zapali 🙂

  3. avatar
    Simplex

    Ta “Magda” to troll czy bot? (czy jedno i drugie)

  4. avatar
    MarkusNieFeniks

    Zacznę od odwrotnej strony niż zwykle, czyli od górnolotnych stwierdzeń ?kupowanie Gearsów do singla to porażka?. No więc nie wiem co jest fajnego w trybie multi gearsów

    @@@@@

    Boże dziękuję! Sądziłem że jestem nienormalny bo też wolę singla i już od pewnego casu mam dosyć tego że panowie robiący gry skupiają się na multi.

  5. avatar
    exxon valdez

    Beastie Boys x 2 wtedy pocisneli! masakra 😉 a GoW to hit i koniec kropka. właśnie ta przesada uczyniła go wielkim. oczywiście tylko single, bo multi to sorry ale gdzie indziej można stracić życie (vide BF 1, 2, 3, 4, milion …;)

Trackbacks/Pingbacks

  1. Czy gry straciły ludzką twarz? | Zagraceni.pl - Blog graczy 30+ - [...] sam już na to okrucieństwo zobojętniałem, jak choćby w opisywanym parę dni temu przeze mnie Gears of War 3.…

Leave a Reply