Watch_Dogs 2 – tym razem prawdziwa recenzja

Watch_Dogs 2 – tym razem prawdziwa recenzja

Jan 26
Watch_Dogs 2 – tym razem prawdziwa recenzja

Skończyłem z wielką przyjemnością Watch_Dogs 2. Po pierwszym, niezbyt dobrym wrażeniu, wywołanym mocno na siłę wkładanym do gry luzem, przyszło znacznie korzystniejsze wrażenie numer dwa. Watch_Dogs 2 okazało się być bardzo ciekawym, bardzo świeżym spojrzenie na gatunek “chciałbym_być_jak_GTA”. Chociaż pierwszy kontakt z grą jest bardzo, ale to bardzo słaby.

Zaczyna się od Marcusa, najwyraźniej genialnego hakera, który przekrada się za plecami strażników w gigantycznej serwerowni, czy wręcz monumentalnym, wielopiętrowym serwerze. Marcus niemal nic jeszcze nie umie, więc – po skończeniu całości – jest to najtrudniejszy moment całej gry. Niezwykle frustrujący. Gdy już się wreszcie przedarłem przez ten cholerny serwer, gra otworzyła przede mną swoje wrota i zaczęła pokazywać, jaka jest fajna.

Marcus w wyniku akcji w serwerowni/serwerze wstępuje do DedSec, wyluzowanej grupy hakerskiej, która zamiast piracić gry i kłócić się o to, kto pierwszy wyreleasował nowy odcinek Gry o Tron, stara się otworzyć ludziom oczy na Zło, Które Się Dzieje. A całe zło to firma Blume, która oplotła San Francisco (miejsce akcji gry) systemem ctOS 2.0, teoretycznie do ułatwiania życia ludziom, praktycznie do zbierania o nich informacji. DedSec postanawia zaleźć Blume za skórę i robi to oczywiście rękami Marcusa, podczas gdy cała reszta słodko pierdzi w krzesła w dziupli hakerskiej, komentując jego poczynania. Czyli klasyczne “Patrz wnusiu, jeden pracuje, a reszta się gapi”.

Marcus wyrusza więc w miasto, uzbrojony w stale rozrastający się arsenał appek w swoim telefonie, a także w broń palną, o której za chwilę. Aplikacje początkowo pomagają w identyfikowaniu celów, zakłócaniu ruchu ulicznego, przełączaniu świateł z czerwonych na zielone, ale później robią się naprawdę potężne, umożliwiając sianie epickiego wręcz zamieszania. Podobnie jak w poprzedniej części główny bohater potrafi hakować kamery i na tym prostym (ale kapitalnym) aspekcie oparta jest duża część zadań.

Wskakujemy więc w kamerę A, z kamery A zauważamy kamerę B, z kamery B widzimy zamek elektroniczny, hakujemy go, otwierają się drzwi, wracamy do kamery A, która przez obecnie otwarte już drzwi widzi kamerę C, przeskakujemy do kamery C i tak dalej. W postaci wirtualnego duszka można nierzadko przejść całą misję, zwłaszcza gdy dodamy do tego jeszcze dwa drony, którymi dysponuje Marcus. Pierwszy z nich tylko jeździ po ziemi i podskakuje, ale ma za to moduł fizycznego hakowania, co jest kluczowe w wypełnianiu celów zadań. Drugi dron, latający, służy głównie do przeprowadzania zwiadu oraz hakowania elementów umieszczonych wysoko na budynkach. Dron jeżdżący ma jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletę – można w nim zamontować moduł do obrażania przeciwników, który kapitalnym, niby zniekształconym helem piskliwym głosem poprawia humor grającego i obserwujących. No i odwraca uwagę wrogów, ale z tej funkcji nie korzystałem tak często.

Dużą, bardzo potrzebną zmianę względem pierwszego Watch_Dogs przeszła gra hakerska – nadal polega na tym samym (to prosta gra logiczna z ustawianiem węzłów, przez które płynie sygnał), ale teraz nie poruszamy się w niezidentyfikowanej cyfrowej przestrzeni. Węzły znajdują się w fizycznym świecie, więc nierzadko trzeba do któregoś z nich podlecieć albo podjechać dronem. To proste rozwiązanie dodaje niespodziewaną dość głębię do fundamentów hakowania.

Po paru godzinach Watch_Dogs 2 staje się olbrzymią grą logiczna z wieloma ścieżkami, prowadzącymi do rozwiązania. Zwykle wszędzie da się wejść Marcusem, ale niesie to ze sobą spore ryzyko, bo chłopak średnio radzi sobie w starciach na broń palną. Oczywiście może ją sobie wydrukować w drukarce 3D (nie, to nie żart) w hakerskiej centrali, ale bieganie z karabinem pasuje do Marcusa jak pięść do nosa, więc robiłem to naprawdę rzadko. W całej grze miałem może pięć czy sześć większych strzelanin, zwykle starałem się załatwiać wszystko dyskretnie. W zachowaniu ciszy nie pomaga jednak dziwna decyzja projektowa, w wyniku której Marcus nie może przeciągać powalonych wrogów. Trzeba ich ogłuszać w strategicznych punktach, żeby swoim brakiem przytomności nie wzbudzali podejrzeń kolegów.

Ale wracamy do gry logicznej – kluczowe w każdej misji jest takie hakowanie urządzeń, żeby dotrzeć do celu. Można pozastawiać pułapki na przeciwników, można zwabić ich w jakieś miejsce dronem, można wreszcie ściągnąć na miejsce akcji policję (albo wrogie sobie gangi), a potem wziąć popcorn i patrzeć, kto ostatni zostanie na polu walki. A gdy już nie będzie na nim nikogo (tak też bywa), po prostu przejść sobie spacerkiem do celu. Ciekawe są zadania, w których Marcus na podstawie danych z kamer generuje potencjalny obraz sytuacji, która dopiero zajdzie. Widzimy, w których miejscach staną przeciwnicy, gdzie zaparkują samochody – i musimy taką zagadkę rozwiązać, umiejscawiając odpowiednio ładunki wybuchowe, porażające oraz zastawiając inne pułapki. Fajne!

Przeciwnicy, jak to zwykle w takich grach bywa, są nieprawdopodobnie głupi i bardzo łatwo ich oszukać. Trudniej się robi, gdy wszędzie pojawiają się opancerzeni osiłkowie (pod koniec gry) i trzeba trochę bardziej uważać, ale drony dość dobrze radzą sobie z przemykaniem pod ścianami i odwracaniem uwagi. Watch_Dogs 2 nie stanowi większego wyzwania poza – jak pisałem – samym początkiem gry oraz pierwszą ucieczką policyjną. Policja jest zaprogramowana w taki sposób, żeby nie było jej zbyt łatwo zgubić, ale na początku Marcus prawie nic nie umie. Ucieczkę samochodem z filmu Cyberdriver powtarzałem dobre piętnaście razy i byłem o krok od rzucenia gry w kąt. Gdy jednak Marcus ma już na podorędziu arsenał potężnych aplikacji, policja przestaje być problemem.

Osobnym bohaterem gry jest San Francisco, oddane tak dobrze, jak chyba żadne inne miasto w żadnej grze. Są tu wszystkie charakterystyczne punkty miasta, jest sporo misji wokół nich, jest druga strona zatoki, jest nawet (mocno okrojone, ale zawsze coś) Oakland, jest Dolina Krzemowa i siedziba fikcyjnego Facebooka.

Watch_Dogs 2 robi istotny krok w kierunku fikcji, zachowując się pod względem oddawania rzeczywistości tak, jak robi to GTA – mamy tu firmy o egzotycznych nazwach, ale mrug mrug, dobrze wiemy, że Invite to Facebook, a Driver San Francisco to Uber. Jako uberowy kierowca mamy zresztą potężny zestaw ciekawych misji pobocznych, którymi Watch_Dogs 2 stoi, bo wątek główny nie jest nawet w połowie tak interesujący jak wszystko to, czym Marcus może się zajmować pomiędzy jego etapami. Śledzimy ludzi, rozwiązujemy lokalne problemy, załazimy za skórę rozmaitym firmom – czysty, anarchistyczny raj. Możemy do tego polatać dronem, pojeździć motocyklem albo po prostu objechać wszystkie charakterystyczne miejsca, strzelając sobie pod nimi coraz głupsze selfie (arsenał wyrazów twarzy poszerza się w miarę robienia zdjęć landmarkom). Nasze postępy, wyrażane liczbą followersów DedSecu, odblokowują kolejne zdolności Marcusa, więc mamy przyjemną namiastkę systemów z RPG-ów.

Potrzebowałem takiej beztroskiej gry i bawiłem się w Watch_Dogs 2 naprawdę świetnie. To jedno z najlepszych rozwinięć pomysłów GTA, w jakie grałem i wprawdzie niepotrzebnie podlano je yo-yo pseudomłodzieżowym lol-sosem, ale po chwili treningu panowania nad zalewającą człowieka żenadą przestajemy go zauważać. Generalnie gorąco polecam, to kawał bardzo dobrej gry.

10 comments

  1. avatar
    sówka (dawniej emgieb)

    Hm hm. A z tym strzelaniem to jak jest? Lubiłem sobie posnajpić/popunktować z tłumikiem w jedynce. Tu też się da? Bo oczywiście wole się skradać i kombinować, ale jednak pozabijać też lubię. Jedynka była dla mnie niebywale miodna, niezwykle cieszyłem się też z dodatku, acz podjarki starczyło akurat na przejście gry i ani minutę więcej. Przejście w stylu “muszęzrobićwszystko”, może poza rozkminianiem QR kodów i wyścigami. Dużo to było godzin. Teraz podobnie tłukę w Wieśka – po 130 h gry mam 40% zrobione.

  2. avatar
    Cubituss

    Mało strzelania i mało sensu ze strzelania. Ogłuszasz raczej i przemykasz niezauważony. Ale nie inwestowałem żadnych punktów w spluwy, więc niewykluczone, że to przez to 🙂

  3. avatar
    BShKF

    Dobrze wiedzieć, że początek to najsłabsza część gry, bo właśnie się od niego odbiłem i już byłem bliski stwierdzenia, że to nie dla mnie. A tak dam jeszcze grze szansę… gdy skończę, genialnego póki co, Residenta 😀

  4. avatar

    Znakomita gra, gralem we wszystkie, cczesci.

  5. avatar
    Paweł

    świetny artykuł

  6. avatar
    gierki

    Jak dla mnie, lepsza od jedynki, czyli jest progres. Grafika jeszcze lepsza, i wiele nowych możliwości.

  7. avatar
    Magda

    Hmm mnie ta gra w ogóle nie urzekła.

  8. avatar
    emgieb

    To interesujące, nastraszyłeś mnie tą pierwszą misją, zwątpiłem nieco, że użycie broni bez sensu… Tymczasem serwer przeszedłem za drugim razem, po prostu ubijając headshotami niewygodnych przeciwników i spieprzając na pałę po schodach i przez barierki aż uciekłem.

    Jeśli chodzi o broń natomiast, to niestety jest to czysty exploit. 90% misji można przejść albo zabijając z bliższa wszystkich maszynówką z tłumikiem, której wydruk kosztuje koło 40k, albo z dalsza, spoza zasięgu ich wzroku, czyms co udaje Barreta, przebija ściany i zatrzymuje auta i rozwala questowe rzeczy do rozwalenia.

    Było sporo prościej niż w jedynce, sporo krócej, a co do klimatu – on nie jest młodzieżowy i dynamiczny na siłę, po prostu jest spoza twojej bańki.

    Może lekuchno niespójny jest ogrom rzeczy, za które ekipa się bierze, w stosunku do ich możliwość i psychopatycznie niezmordowana gotowość Marcusa do włażenia w paszczę lwa, ale sam klimat rozmów jet wspaniale lekki i prawdziwy.

    Grałem na defaultowym poziomie trudności i wszystkie questy i sidequesty zajęły mi tylko 40h, to słabo, bo jestem pewien, że jedynkę męczyłem 2x dłużej.

    Niestety algorytmy sterujące zachowaniem świata sa w dwójce debilne. W jedynce zabawa typu one-man-army szybko kończyłą się zgonem z rak policji albo nadchodzacych zewsząd wrogów.

    Tutaj nawet jak przyjadą posiłki, to tylko dlatego, że ktoś cię przylukał, ale jak z daleka rozwalisz wszystkich armatą wspomnianą wczesniej, to pies z kulawa nogą się nie zainteresuje.

    I tak to.

    Ale wspaniały dostałem prezent gwiazdkowy.

  9. avatar
    emgieb

    Ach, nie robiłem ubera i misji online.

  10. avatar
    Afterweb

    Ta gra jest mega 🙂 można grac godzinami i rozmyślać strategie !:) – dość fajnie urealniona co można a co jest nie możliwe.

Leave a Reply