Gra sieciowa jako studium nienawiści

Gra sieciowa jako studium nienawiści

Dec 15
Gra sieciowa jako studium nienawiści

Poczytałem dzisiaj sobie trochę o przejawach (czy raczej – totalnych eksplozjach) nienawiści w sieciowych grach komputerowych i zacząłem się nad tym zastanawiać. Na początek proponuję lekturę tego, leciwego już, ale jakże fantastycznego tekstu: “Bow, nigger” czyli “Pokłoń się, czarnuchu”.

W skrócie – autor, jak zapewne się domyślacie czarnoskóry, został zwyzywany przez współgracza, potem prawie przegrał z nim pojedynek, ale ostatecznie wygrał, po drodze wprowadzając sam siebie w stan nadludzkiej koncentracji – i wkurwienia.

W grach kasynowych i pokerze taki stan ducha nazywa się tiltem i jest całkowicie akceptowalnym elementem rozgrywki. Wsadzenie kogoś na tilta oznacza poirytowanie go do stopnia, w którym przestaje podejmować racjonalne decyzje – co z kolei działa na naszą przewagę. Jeśli jednak gramy dla rozrywki, a zwycięstwo nie przekłada się na żaden element prawdziwego świata – a o to przecież chodzi w grach komputerowych i konsolowych – muszą przecież istnieć jakieś inne powody wyzywania innych ludzi.

Pedał, gej, idę ruchać twoją matkę – to i znacznie więcej zdążyłem przeczytać na ekranie mojego peceta przez wiele lat multiplayerowej młócki na rozmaitych, zwykle otwartych serwerach. Byłem znieważany i obrażany z dwóch powodów – albo dlatego, że byłem za dobry, albo dlatego, że byłem za słaby. Jeśli byłem dobry wśród równych (czyli ludzi o podobnym wyniku), nikt mi nie gratulował, podobnym stopniem zainteresowania cieszyły się moje comebacki, gdy jako najsłabszy zawodnik w tabeli pod koniec rundy s&d (w której nie ma odradzania się) radziłem sobie z połową zespołu przeciwnika – oraz wielkie zwycięstwa, gdy byłem pierwszy w tabeli w wygrywającej drużynie.

Jeśli jednak coś zrobiłem źle, albo zdaniem komentującego skrzywdziłem go w jakiś sposób – na ekran od razu wylewała mi się cała litania gówna. Dodam, że nie gram tylko na polskich serwerach, więc nie jest to problem polski, tylko ogólnoświatowy. Problem, którego pochodną, przyczyną, matką, ojcem, wujkiem, konsekwencją i źródłem jest anonimowy charakter internetu. Nikt mi przecież nie powie na jakichś zawodach sportowych “Ale jesteś chujowy, weź stąd idź”, dominuje raczej atmosfera rywalizacji przyjaznej, wszak nie o kasę gramy, a jedynie dla przyjemności.

W internecie jednak, gdy nie mamy twarzy ani osobowości, wstępuje w nas czysta agresja, którą odpalić można na milion sposobów. To dlatego w grach klasyfikowanych przez amerykański system ratingowy ESRB na początku rozgrywki zawsze pojawia się formułka, że ESRB nie wypowiada się na temat tego, co się może wydarzyć online.

I słusznie, że się nie wypowiada. W każdej grze, w której można coś napisać, mamy gwarancję – wyzwą nas od pedałów, niezależnie od tego jak gramy i z kim. Dlatego też w grach MMO dla dzieci czat jest wyblokowany w stu procentach – nie ma ogólnego kanału, nie ma puszczania wiadomości prywatnych.

Można sobie poklikać w emotikonki jak w simsach i popatrzeć, jak postaci wchodzą w interakcje, ale na tym koniec. Oczywiście jest to w zamyśle zabezpieczenie antypedofilskie, ale służy też całkiem niechcący jako ściana odgradzająca dziecko od całego gówna pływającego w internetowym szambie.

Dlatego właśnie gdy mam grać w grę multiplayer, to zawsze wybieram konsolę. Na konsoli nie ma czata tekstowego, a jak ktoś syczy mi do ucha, żebym wypierdalał z serwera, to ja mu szybko w menu wyłączam ikonkę głośniczka i mam już głęboko w dupie, co sądzi o mojej matce. Nienawiść oczywiście to najgorszy rodzaj paliwa, płonie długo i jasno, więc nieraz dostaję prywatne wiadomości na skrzynkę na Xboxie – ale to pomijalne wobec stale przewijającej się, nieblokowalnej litanii przekleństw w grach pecetowych.

Można narzekać na takie ograniczenie komunikacji, można jęczeć, że zamiast się zżywać z innymi ludźmi, stajemy się armią robotów, która gra ze sobą tylko dlatego, że programy nie umieją jeszcze grać aż tak dobrze jak my.

Ale ja z tymi ludźmi w internecie wcale nie mam ochoty się zżywać.

13 comments

  1. avatar

    Speaking of.

    Wybrałeś już serwer na SW:TOR, czy może przyłączysz się do apelu na jawnych snach? 🙂

    pozdr

    (poza tym, ja tam uwielbiam social growy, poznałem dużo fajnych ludzi w ten sposób, a “gg, tx for fun” na koniec meczu/insta/whateva słyszę częściej niż “you noob”, ale to dlatego, że olewam “you noob”)

  2. avatar
    Bambusek

    Przecież chaty tekstowe też umożliwiają włączenie ignorowania wiadomości od określonych osobników, więc średnio ten wpis rozumiem.

  3. avatar
    Specu

    Cholera, trochę pograłem w CoD czy BFa ale rzadko się z czymś takim spotykam. Srsly. Chyba mam szczęście do graczy.
    Może parę razy ktoś został wyzwany za karanie graczy np. przez baserape czy harrasowanie helikopterem ale tak to cicho.

    Może to zależy od lokalizacji? Granie ze stereotypowymi graczami X360 z obu Ameryk nie jest takie fajne.
    I że europejscy gracze różni pod względem zgrania (polscy gracze BC2 na takim G4G to zero gry drużynowej gwarantowane.
    Gdyby nie punkty za działania drużynowe to pies z kulawą nogą by ci nie pomógł (apteczki, amunicja itp).

  4. avatar
    rmz

    Chyba jedyną grą, gdzie mogłem spokojnie pograć w multi był ( uwaga uwaga ) CoD BOps. Nie mam tyle czasu, żeby być dobry w multi we wszystko w co gram, więc najczęściej lamię strasznie, ale czasami jest chociaż zabawnie. Staram się nie grać w multi, żeby się nie denerwować, bo chyba głównym zajęciem większości graczy jest poznawanie mojej rodziny, na różne sposoby i późniejsze o tym opowiadanie. Głównie mnie. I to nawet nie zależy zbytnio od gry… BF, LoL, DoW 2, DI, nawet MtG. Czy to ze mną jest coś nie tak, że wchodzę po to, żeby się pobawić, a nie po to, żeby obrzucać ludzi błotem? To juz wolę grać z botami…

  5. avatar
    henio

    To dziwne, spedzilem pewnie z 1000 godzin nad Enemy Territory, a tego typu przeklenstwa zdarzyly sie moze kilkakrotnie. Poza tym jak ktos klnie na potege to sie go wywala z serwa, albo dostaje mute’a za brzydkie slowo – to wszystko mozna zaprogramowac, na wielu serwerach sa tego typu skrypty. Sa tez filtry do wiadomosci tekstowych, a ludzi ktorym bedzie sie chcialo pisac “Ty hójó” po to tylko by ominąć filtr (a zwykle nie sa nawet swiadomi tego ze u nas jest on wlaczony) jest po prostu garstka.

    Dlatego mam wrazenie ze albo miales pecha albo wyolbrzymiasz.

  6. avatar
    Cubituss

    henio –> ET to gra absolutnie ELITARNA. Zachęcam do zagrania w coś bardziej plebejskiego. A obelgą jest zwykłe “aimbot sob mf” wszak.

    Bambusek –> przy wysokiej rotacji graczy (a na PC jest kosmiczna, wszak “CHAAANGE MAAAAP VOOOOOTE FFFSSSSS NOOOBSSSSSSSS”) naprawdę nie chce mi się wyciszać wszystkich półgłówków.

    Kwinto –> nie wiem czy w ogóle będę grał w SWTOR, za dużo ciekawych rzeczy singlowych i multi do ogrania mam.

  7. avatar
    ThrashHMG

    Hmm, na konsoli gram w gry po necie od zaledwie 2 lat, ale jeszcze nie spotkałem się z jakimkolwiek przejawem “agresji”. Nie dostałem ani jednej wiadomości tekstowej ani głosowej.

  8. avatar
    Mr_Baggins

    ThrashHMG – bo wpisanie wiadomości tekstowej na konsoli jest upierdliwe – najpierw musisz znaleźć gościa, wklepać wiadomość za pomocą pada… za dużo zachodu.

  9. avatar
    Simplex

    “Hmm, na konsoli gram w gry po necie od zaledwie 2 lat, ale jeszcze nie spotkałem się z jakimkolwiek przejawem ?agresji?. Nie dostałem ani jednej wiadomości tekstowej ani głosowej.”

    Ja tez gram od ok 2 lat, i niedawno dostalem na PSN cos w stylu “FUK U NOOB” – potraktowalem to jako komplement 😉

    bylem tez wyzywany od cheaterów, co tez traktuje jako komplement, bo zadnych cheatów nie uzywam. Pr0 gracze wymyslili sobie nowy epitet ktore podbudowuje ich poczucie wlasnej wartosci – jak ktos zownuje takiego pr0-uber gejmera to zostaje nazwany “luckerem”, czyli fuksiarzem. Ja np raz rozwalilem jedna seria dwoch kolesi ktorzy nie pilnowali swoich plecow i oczywiscie natychmiast zostalem “luckerem”.

  10. avatar
    madnomad

    Dlatego cenię sobie obowiązek posługiwania się imieniem i nazwiskiem we wszystkich poważniejszych ligach simracingowych. IRacing, RaceDepartment, polskie Simracing.pl – nie ma tam anonimowości, chcesz się ścigać to podaj swoje dane. Wynika to przede wszystkim z funkcjonującej w takich ligach zasady “get real”, ale pociąga za sobą też kulturę na serwerach, zostawiającą daleko z tyłu inne gry on-line. Jeśli już ktoś na kogoś nadaje, to bez wulgaryzmów i najczęściej słusznie.

  11. avatar
    Spec

    Po co od razu kombinować – ignorować, kto by się takimi frustratami przejmował. W prawdziwym życiu człowiek ma więcej zmartwień.

    No chyba że taki frustrat jest adminem, wtedy jest problem.

  12. avatar
    Grzechu

    W grach sieciowych tak jak w rywalizacji na żywo starczy trochę testosteronu adrenaliny i awantura murowana. Nie ważne czy to kasyno czy diablo człowiek ma swoje nerwy chociaż może bardziej onilne to wychodzi z ludzia 🙂

  13. avatar
    Adrian

    Jak dla mnie to ogólnie tego internetowego hejtu jest ciut za dużo. Rozumiem emocje, konkurencja itp. ale bez przesady.

Leave a Reply