Epicka wyprawa po Azeroth, część VII – miejski drapieżca

Epicka wyprawa po Azeroth, część VII – miejski drapieżca

Oct 25
Epicka wyprawa po Azeroth, część VII – miejski drapieżca

Dotarłem do poziomu 76. Coraz bliżej czuć zapach (czy raczej swąd) Cataclysmu, gdzie już się cieszę na podwodne przygody oraz te linie questowe, które poprzednim razem ominąłem. Ze względu na ogrom (ogrom!) zajęć zawodowych postawiłem jednak na levelowanie nastawione na efektywność, co jak się okazało dostarcza mi niesamowitych pokładów frajdy.

Otóż zamiast na 58 poziomie wyemigrować do Outlandów (krainy z pierwszego dodatku do WoW-a, The Burning Crusade), postanowiłem skorzystać z narzędzia do szukania grupy i pobiegać przez instance’e, których już nie mogę nazywać scenariuszami, bo scenariusze pojawiły się jako kompletnie niezależny twór w Mists of Pandaria. W każdym razie naciskałem klawisz “I”, wybierałem najwyższy możliwy instance z listy dostępnych dla mnie i paręnaście sekund później już w nim lądowałem.

Ciężarówki punktów doświadczenia, wjeżdżające na moje konto, uprzednio mnożyłem razy 1,5 poprzez wykonanie codziennego questa dla mnichów, a który to quest zwiększa ilość nabywanych expów o 50 procent na godzinę i stackuje się do dwóch godzin (czyli można go zrobić dnia A, wylogować się, zrobić dowolnego dnia później i uzyskać przedłużenie tego efektu do dwóch godzin).

Efekt przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Cały level 58 zrobiłem w przeciągu mniej więcej 15 minut, jakie zajmuje przebieżka przez Hellfire Ramparts. Gdy odblokował mi się level 59, w tym samym instance’ie pojawiły mi się zadania, które ochoczo wziąłem na drugiej przebieżce i zakończyłem ją w okolicach poziomu 60. Na 59 poziomie odblokował mi się też kolejny instance, do którego poszedłem następnie… i tak właśnie sobie leveluję od 58 poziomu. Jeśli odczuwam znużenie (ile można biegać w grupie), wykonuję zadania miejskie w Stormwind (łowienie rybek i quest związany z kucharstwem), a jeśli nadal się nudzę, wyruszam w teren na wykopaliska archeologiczne, które również dają pokaźną ilość punktów doświadczenia.

Mała zmiana nastąpiła na poziomie 68, kiedy to dowiedziałem się, iż za questy w Northrendzie (kraina z drugiego dodatku do WoW-a, Wrath of the Lich King) płacą znacznie lepiej punktami doświadczenia. Przerwałem zatem na moment bieganie po instance’ach i udałem się na turystyczną wyprawę. Dla urozmaicenia (był weekend) poprałem się też trochę z Hordziakami na battlegroundach (wchodzi się na nie, używając przycisku “H” zamiast “I”), gdzie jak się okazało pojedyncze zwycięstwo warte jest grubo ponad 1/3 punktów wymaganych do awansu na wyższy poziom.

Generalnie poza wypadami archeologicznymi wygląda to teraz tak, że w WoW-a gram po pracy przez niecałą godzinę dziennie, stale i efektywnie zdobywając nowe poziomy, jak również uzbrajając się w sypiące się kaskadami magiczne przedmioty (wyraźnie lepsze od tych, które mogę dostać w nagrodę za questy w otwartym świecie).

W nocy czasami siadam sobie jeszcze na pół godzinki i robię albo bieg przez instance, albo gdzieś sobie lecę pokopać łopatą. Dawno nie było takiej swobody levelowania, jaka jest teraz w World of Warcraft i wyraźnie widzę, że do 85 poziomu (wtedy to można wejść do Pandarii, krainy z trzeciego dodatku do WoW-a, Mists of Pandaria) mam dość porządne zajęcie. Na dodatek niezbyt czasochłonne.

Następny raport już z Pandarii.

15 comments

  1. avatar
    Pit

    Jezu Cubi ale się zawiesiłeś 🙂
    Nie wiem jak to jest ale u mnie chyba nastąpił przesyt mmo, Pandy od razu wykreśliłem z listy zakupów i chyba się cieszę
    że tak zrobiłem bo z tego co mi brat mówił to end game jest nudny(mega casualowy, więc można to odebrać na różne sposoby).GW2 był naprawdę fajny ale wysiadłem na 51 lev ;]
    Pozostanę przy lol’u aby poczuć klimat crpg’owych postaci,czarów itd. Mam na celowniku 2 strzelanki tej jesieni:) bo BF3 jakoś mnie znudził, zastanawiam się nad nowym MoH lub CoD, jeżeli ktoś miał okazję położyć ręce na którymś z tych tytułów to proszę o jakąś mini recke:)

  2. avatar
    rmz

    @Pit
    Heh, myślałem, że tylko ja tak mam odnośnie GW2. Świetna gra, odpadłem koło 55ego poziomu.

  3. avatar
    Qbus

    Widzę, że kolega ostro jedzie :). Ja moim pandarinem jestem dopiero na 30 levelu. Aktualnie robię questy Cataclysmowe (w m.in. South Barens). No ale ja ciągle ciągne mojego primary rogala (zbliża się 87 lvl).

  4. avatar
    Verminaard

    Poobwieszaj się Cubi heirlooms – dodatkowe 50% expa.

    W zasadzie to najgorszy moment levelowania przed tobą. Do 80lvl nie można wejść do Cata, a nawet jak wejdziesz, to nie pobiegasz po dungenach. No chyba, że ilvl limit znieśli.

    Outland robi się tylko przez dungeons, najlepiej, gdy jest jeszcze bonus expa za rested ;).

  5. avatar
    Cubituss

    Właśnie nie chciałem heirlooms, bo odpadłby mi mój ulubiony element WoWa, czyli “ooooh, new itemz!”.

    Na 80 wejdę do Cata, a Cata lubię za tę wodną strefę, od niej sobie nienerwowo zacznę.

    Podobno teraz Cata jest szybsze, tzn. limity levelowe niższe?

  6. avatar
    Pit

    No dobra dzisiaj dostałem AC3 😉
    Jedna z niewielu gier w tym roku którą naprawdę jestem zjarany:)

  7. avatar
    Verminaard

    Nowe itemki i tak wpadają dopiero od Cata w zasadzie (bo zakładam, że wszystkich nie widziałeś), poza tym same old :). Hyjal to ilvl 272, Vash to chyba 283, Deepholm to 308 itd.

    Jak pójdziesz do Vash na 80 i zrobisz cały, to dobijesz do 83 pewnie. Znerfili 1/3 expa per level. No i jest to jedyny sposób, żeby questy w drugim dungeonie odblokować.

    Pamiętaj tylko, że uber quest ze wspomnieniami ma trzy fazy i lubi się powiesić. Czasami trzeba abandon i zaczynać fazę od nowa.

    Jeśli ci się uda wbić 83, to możesz ominąć Deepholm i od razu skoczyć do Uldum.

    Znaczy Deepholm jest ok, ale ja nim rzygam, bo trzeba go było całego skończyć, żeby shoulder enchant dostać. Całe szczęście, że można tabarda od razu skroić, bo jakbym miał te dailies jeszcze robić, to bym się chyba pociął.

  8. avatar
    Waaagh

    @Verminaard – fajnie, jako osoba która nigdy nie grała w WoW właściwie nic nie zrozumiałem, ale nie szkodzi, bo to przecież nie do mnie.

    Ale to taka oznaka czasów, okazuje się, że ktoś może mówić o grach, a ja tego nie rozumiem. Jednak się starzejemy 🙂

  9. avatar
    Laren X

    WoW to nie gra… to virus 😉
    Do dziś (a minęło już tyle lat) nie rozumiem jak w ogóle można w to grać 😉

  10. avatar
    Ake

    A zrobisz sobie chociaż przerwę na Assassin’s Creed III?

  11. avatar
    Cubituss

    Zrobię, z wielu względów. Zaczynam w poniedziałek, ale potem urlop i chyba nie wolno mi zabrać konsoli… 🙁

  12. avatar
    Verminaard

    Oj tam, oj tam Waagh. Zagrasz w jedno MMO, to od razu terminologię załapiesz na wszystkie. Ogromna większość, to są w mniejszym lub większym stopniu klony Wowa.

    Sam WoW obraca się wokoł ilvl, czyli item level. Im wyższy, tym lepiej. End-game content, czyli esencja tej gry i wszystko to, co możesz zrobić po tym, jak już wbijesz max. character level (obecnie 90), wymaga odpowiedniego poziomu ilvl, żeby się tam dostać.

    Wiele przedmiotów i przede wszystkim czarów (enchantments) jest dostępne tylko u danych frakcji. Ale żeby ci sprzedali, to muszą cię lubić. Podnoszenie współczynnika lubienia, czyli farmienie repa, to jeden z elementów end-game. Frakcja gadających kamoli z Deepholm (jedna z lokacji w dodatku Cataclysm) daje shoulder enchant, który był BiS (best in slot) dla 95% graczy prze wyjściem Pand.

    Żeby cię w końcu bardziej polubili, możesz robić daily quests (tylko kilka dziennie), co jest nudne i czasochłonne. Możesz też kupić ich tabard (szarfę) i nosić ją, gdy biegasz po dungeonach z innymi graczami. Cały rep, jaki wtedy zdobywasz, przypisywany jest do frakcji, której tabard akurat nosisz.

  13. avatar
    Elis

    End game w Pandach wbrew pozorom nie jest łatwy. Nasz GM stwierdził ostatnio, że coraz mniej gildii robi 25man ze względu na trudności w ogarnięciu 25 osób, gdy pomyłka jednej/dwóch już może zaważyć na powodzeniu całego encountera na bossach w instancjach rajdowych.
    To już nie jest Vanilla, gdzie na 40man mogło leżeć pół rajdu, a i tak kładło się bossa.

  14. avatar
    Pit

    ->Elis
    Nie wiem gdzie kładłeś bossa na 40 osobowym raidzie w momencie gdzie nie żyło 20osób?? trochę cię poniosło.
    Wystarczyło że zginął MT lub któryś z MH i było po encountrze.Oczywiście były sytuacje gdzie boss był na kilku % i udało się go dobić.Z tego co pamiętam to BWL był naprawdę przejebany i trzeba się było mocno napocić 40 osobowym raidem i nieraz na paczkach się wipowało bo kilka osób nie ogarnęło swojej roli.
    No oczywistą rzeczą jest iż trudniej ogarnąć i skoordynować działania 10 osobowej grupy niż 25 osobowej.Nie wiem znajomi rajdują i mówią że nie ma tragedii.Z tego co ja pamiętam to w Kharazanie mając 10 osobowy raid wystarczyło że jedna osoba zjebała akcję i cały raid padał.I ogólnie z tego co widzę to w WoW’ie z każdym dodatkiem poziom trudności raid contentu spadał a nie rósł.Podobnie było z levelowaniem a kolejnym przykładem są przebudowane drzewka talentów dzięki czemu nawet największy noob szybko ogarnie o co biega i nie specjalnie się będzie musiał nagłówkować które skille wybrać.

  15. avatar
    Kito

    Odpadłem z WoWa na WotLK, nawet nie robiłem tam engamowych instancji już. Straszna nuda, codziennie to samo, strata czasu, a grałem od od wiosny 2005. Jednak jak tylko zlikwidowali 40 osobowe RAIDy wiedziałem, że to już dla mnie powoli koniec przygód w WoW. Teraz gram bardziej casualowo, Raczej “szybkie” gry (bez RPGów które wymagaja pół godziny na wizytę w sklepie). Szybki mecz w BF3, jest szybki i odpręża 🙂

    Ostatnio kupiłem Rocksmith – jakoś nigdy nie nauczyłem się grać na gitarze – i gramy razem z żoną (można podłączyć jednocześnie gitarę i bass do multiplayer). Jak dzieciak podrośnie to też się zlapie za gitarę (mam nadzieję).

Leave a Reply