DLC – żegnajcie kolekcjonerzy

DLC – żegnajcie kolekcjonerzy

Mar 19

Z całej masy akronimów które ogarniać musi współczesny gatunek gracza-internauty coraz swobodniej i pewniej poczyna sobie na ekranach moich komputerów skrótowiec “DLC“.

DownLoadable Content czy Treść do Pobrania jest formą dystrybucji gier, która istniej od wielu, wielu lat – niemal tak długo jak istnieje internet. Znana wcześniej jako “warezy”, “iso”, “torrenty” ubiera się ostatnio w wspomniane trzy literki, za którymi stoi już legalny właściciel dystrybuowanej zawartości, z reguły doczepiający do literek również cyferki – czyli cenę za swój produkt.

Oficjalna cyfrowa dystrybucja staje się na naszych oczach faktem, czy tego chcemy czy nie. PSN, XBL Arcade, Steam – te nazwy coraz częściej staną się synoniemem sklepu z grami.  Na nic zdadzą się tutaj lamenty tradycjonalistów czy tzw. “kolekcjonerów” czyli graczy, u których orgazm wyzwala odwijanie z folii pudełka lub wąchanie świeżej farby instrukcji.

Swoją drogą, nie rozumiem tej podniety. Albo inaczej – już się tym nie podniecam. Z wiekiem kurczy się przestrzeń wokół mnie, którą mógłbym zapchać bezużytecznymi pudełkami po grach. Nawet sam ich rozmiar mówi wszystko o trendach – niegdyś potężne kartonowe pudła, walczące gabarytami o miejsce na sklepowej półce, zakurzone skończyły żywot gdzieś na szafie pod sufitem a pogrzebane zostały ostatecznie sfoldowane i starannie wyselekcjonowane w kartonach w piwnicy.

Branża zmierza szerokim strumieniem gigabajtów prosto na Wasze konsole i komputery i jeszcze trochę, a pudełkowe wydania gier staną się rzadkim, drogim i niszowym produktem dla grupy największych fanatyków. O ile w ogóle będą dostępne.

Nie ma co się czarować, cyfrowa dystrybucja zwinnie omija tych, których my gracze musimy w całym tym łańcuchu pokarmowym wykarmić – tłocznie, drukarnie, sklepy i pare firm transportowych po drodze między jednymi a drugimi. Czy handel obroni się przed tym trendem? Przez jakiś czas na pewno jeszcze tak, w końcu dominacja formatu DLC to kwestia przynajmniej następnej generacji konsol (gdzie zakładam że wolumen gier na optycznych nośnikach wyrówna się z tymi ładowanymi bezpośrednio) lub jeszcze kolejnej.

Być może największe sieci handlowe same zajmą się dystrubucją cyfrową – na przykład zastępując zapchane pudełkami półki multimedialnymi stanowiskami, na których odwiedzający sklep będzie mógł pograć w demo, poczytać i wprowadzić własną recenzję gry, zobaczyć wszystkie trailery a na końcu wyciągnąć swój przenośny iluśtam terragigowy dysk piątej generacji Xboxa i po uiszczeniu opłaty w kilka sekund załadować na niego pełną wersję gry wraz z unikalnym kodem do jej odpalenia w domu.

W niedawnej dyskusji na forum Polygamii zwolennicy tradycyjnej formy serwowania gier starali się udowodnić że wady to zalety, co było dosyć komiczne. Nie wiem co jest fajnego w wahlowaniu płytami zamiast prostego wciśnięcia guzika z wygodnej kanapy, albo czy zawalona pudełkami półka jest powodem do dumy. Dla kolekcjonera na pewno, ale takich z czasem będzie coraz mniej. My, trzydziestolatkowie wychowaniu w kulcie oryginalnego, kolorowego opakowania nie możemy pogodzić się być może z faktem, że młodzież całą swoją kolekcję muzyczną i filmową trzyma już na twardym dysku, nie wnikając w tak przyziemną kwestię jak nośnik. Czy gry spotka taki sam los? Najpewniej tak.

Dużo zależeć będzie zapewne od faktycznej wielkości samego produktu i przepustowości łącz internetowych. Ta pierwsza będzie zapewne rosnąć – to nie ulega wątpliwości. Ta druga zapewne też, być może jako opcja wykraczająca poza standard operatora internetowego, ale na pewno nie będzie moim zdaniem znacznym ograczeniem dla dystrybucji cyfrowej. Poza tym gry  podzielą wg. mnie raczej los bardzo popularnych dzisiaj seriali raczej niż produkcji filmowych – pisałem o tym już zresztą  przy okazji Lost&Damned. Kupować będziemy “podstawkę” a z czasem pojawiać się będą do niej kolejne “epizody” dla tych bardziej zainteresowanych, oczywiście dostępne tylko w wersji cyfrowej.

Mi się to podoba. Nie mam nic przeciwko zapchaniu dysku pełnymi wersjami gier, pudełka bez specjalnej emocji odkładam gdzieś na półkę a same płyty z grami trzymam dla wygody i bezpieczeństwa w szmacianym folderku. Jeśli w przyszłości te nośniki mają być zbędne – nie mam problemu. Pewnie, fajnie jest pokazać komuś jakie mam gry i w co w życiu grałem, ale taką funkcję znakomicie już pełni dla mnie Xbox Live i jego system achievmentów, tym bardziej że pochwalić się mogę każdemu,  a nie tylko tym, którzy zawitają do mnie do domu.

No chyba, że nowa generacja mojej ulubionej konsoli nie przeniesie tego co już mam na swoim koncie i wszyscy zaczniemy z zerowym stanem gier i punktów.

A wtedy to się poważnie wkurwię!

17 comments

  1. avatar
    corto

    Wydaje mi się, że kwestia szybkości łączy internetowch będzie tu kluczowa. Mam nadzieję, źe jak najdłużej będe mógł kupić gierkę w zielonym opakowaniu. Chyba już się pogodziłem z faktem, że przyszłość to DLC.

  2. avatar
    cymcyk

    Wachlowanie płytkami to dla mnie jedyna wada pudełkowych gier

  3. avatar
    massca

    cymcyk – w takim razie nie życzę żebyś doświadczył zdarzeń w stylu kolega przestawia grającą konsolę bo szuka wejścia USB gdzieś z tylu obudowy albo wieziesz swoją kolekcję gier w bagażniku w który wjeżdża TIR (obie akcje autentyki).
    jest po płytce – jest po grze. smutne ale prawdziwe.
    DLC zawsze sobie możesz ściągnąć jeszcze raz.

  4. avatar
    Sir-Torp

    Wciąż wchłaniam się w świat konsol (a może to inaczej – świat konsol wchłania mnie?), do tej pory byłem zagorzałym pudełkomaniakiem. Z systemu Steam na PCcie nie skorzystałem ani razu – za dużo tam instalowania, kombinowania z serwerami, które kiedyś częściej nie działały niż działały (szczególnie na ówczesnym, moim łączu). Poza tym, zawsze twierdziłem, że pudełko jest tym namacalnym “czymś”, za co płacę, gdy wybieram oryginalną kopię a nie piracką.

    Chociaż to było kiedyś – w czasach ‘kartonów’ i porządnych instrukcji, która zajmowała nierzadko kilkaset stron. Te broszurki dzisiejsze… Sami wiecie jakie są 🙂

    Jednak dziś witam DLC na swojej konsoli z radością. Jest to o wiele wygodniejsze rozwiązanie. Martwię się tylko o to, że firmy każą sobie dodatkowo płacić za każdą pierdołę, jak to jest obecnie np. w Burning Paradise czy… Resident Evil 5.

  5. avatar
    spdk / Michal / when first seen

    DLC ma jedną nieprzeskaczalną (no co?) wadę. Nie można gry porzyczyć kumplowi / od kumpla. Pada aspekt socjalny wtedy, kiedy to skończyłeś ekstra grę i chcesz, aby jakiś znajomy do niej nieprzekonany ją trochę potrzymał u Ciebie, może się przełamie.

    DLC całkowicie wyeliminowuje też fizyczne wyporzyczalnie, które u nas są ścierwem, ale na rynkach rozwiniętych – potęgą. I na pewno nie poddadzą się bez walki…

    Jest też aspekt łamania prawa własności klientów 🙂 Sam przyznaję, że trochę naciągana teoria. Ale. Kupując DLC, za co dokładnie płacisz i jakie masz do tego prawa? Przecież nie da się uruchomić na innej konsoli ani przenieść na inne medium. Dlaczego?

  6. avatar
    spdk / Michal / when first seen

    miało być “u siebie” zamiast “u Ciebie” edit!

  7. avatar
    Marcin

    Zgadzam się z przedmówcą Rozwinięcie DLC zlikwiduje nie tylko możliwość pożyczania ale i handel używanymi grami. Wydawcy tracą na rynku wtórnym więc na pewno będą chceli jak najbardziej zwiększyć udział DLC w rynku.

    To niesprawiedliwość dla tych graczy którzy nie mają normalnie płatnej pracy i muszą oszczędzać każdy grosz który wydają.

    Ja na przykład kończę w tym roku gimnazjum
    I mam na gry ograniczone fundusze. Stąd gry które przejdę wymieniam/sprzedaje. DLC uderza właśnie w takich jak ja.

  8. avatar
    Oio

    Jeszcze jedna sprawa, dyskwalifikujaca Steama jako idealna platforme: potrzeba bycia online. Wiadomo, ze internet to dzis mus. Ale skoro kupilem jakis tytul, to powinienem moc w niego grac zawsze i wszedzie. A nie: zawsze i wszedzie gdzie jest internet.

    Kolekcjonerem nie jestem, od plyty (ktora moze sie zniszczyc, porysowac, zgubic) wole konto umozliwiajace mi uzywanie towaru zawsze i wszedzie, tak jak w przypadku kupowania mp3.

  9. avatar
    massca

    Pożyczanie/odsprzedaż gier – ciężko się nie zgodzić, że to jest minus dla niektórych bardzo duży. Pozostaje liczyć na obniżenie cen gier w formacie DLC, albo na system pozwalający na odsprzedanie gry – oczywiście wówczas taki, gdzie swoja marżę przytnie nie handlowiec ale producent + właściciel systemu (Xbox, PS).

  10. avatar
    Rip

    Ale migracja na DLC nie skutkuje obniżeniem cen produktów pomimo oszczędnościach na nośniku, sieci dystrybucji, drukarniach itp. – w ogóle nie dostrzegłem takiego trendu. Podobnie wprowadzanie reklam do gier zauważalne od kilku ładnych lat: ni cholery nie odbija się to na cenach.

  11. avatar
    Marcin

    Taka prawda, wydawcy wykorzystują DLC żeby zarobić jeszcze więcej na grze -.-

    największymi przykładami są na pewno
    TR: Underworld, Prince of Persia i nowy Resident.
    Wydawcom nie wystarcza już sprzedać gry. Lepiej przecież jest ją okroić z kilku leveli/trybów i opchnąć je za 50zł jako DLC mówiąc przy okazji jak to oni wzbogacają rozgrywkę.

  12. avatar
    Pshemozz

    No własnie, od niedawna szczęśliwy posiadacz i użytkownik Steama. Sobie pomyslałem, kurde, fajne to. Ściągnałem, pyk pyk, update, giercuje miodzio 🙂

    Parę dni temu. Zdechł mi net na kilka dni (awaria).
    Nie mogłem pracować, więc se myśle: dobra, chuj, to sobie w tym czasie potne w Total Wara, wykorzystam że przymusowo jestem odcięty od roboty.
    Uhahany siadam, odpalam… konsternacja… po kiego ten fucking steam chce sie updejtować??? Nie chcę updejtować steama, chcę pograć…

    Takiego wała. Wkurwienie.
    Po 5 minutach olśnienie! Iplus! Przeca mam iplusa do lapka, se go zamontuje na stacjonarce, będzie gitara. Montuje iplusa, instaluje… trza podać PIN.
    KUUUURWA! Gdzie jest ta cholerna kartka z pinem!

    Dwie godziny później

    ZNALAZŁEM DZIFFKE!
    No, podany pin, podłączneie, steam sie updejtnął, połączył z kontem, po 3 godzinach bluzgów wreszcie mogłem zasiąsć do gry.

    Wniosek: Poproszę przy zakupie gry w steamie o dodatkową opcję do zaznaczenia: “Zamawiam kopię gry na płytce, w pierdolonym pudełku, wysyłka na adres taki i taki.”

    No i sobi wtedy pykam, za 2, 3 dni kopia gierki na płytce tez u mnie leży. I jestem heppi.

  13. avatar
    spdk / Michal / when first seen

    Niestety jak już inni zauważyli, DLC ma normalne ceny za nienormalny sposób dostarczenia. Dopóki to się nie zmieni, nie widzę jego zalet. Niestety trend jest dosyć oczywisty, wydawcom zależy, by kasa była tylko dla nich, więc pośredników wyeliminują prędzej czy później. I myślę, że okolice playstation 4 wcale nie są przesadzone, niemożliwe.
    I, jesus, przepraszam za to “porzyczanie”. Nie wiem co mi do łba strzeliło… :-/

  14. avatar
    Kradziej

    Problemem z rozwojem gier sciąganych na dysk jest zabijanie handlu używkami i mniejszych sprzedawców, opychajacych towar na serwisach aukcyjnych jak Allegro czy e-bay. Znaczna część moich gier na PS3, PS2 i PSP to właśnie gry “pre-owned”.
    Zaletą cyfrowej dystrybucji na pewno jest latwy dostęp do staroci – coś trafi do sieci i juz tam zostaje. Nie zdarzą sę sytuacje takie, jak Legend of Mana za 60 baksów oO
    Z drugiej strony – te gry trochę starsze pewnie tez tak latwo nie potanieją…

  15. avatar
    SirMike

    Sam jestem kolekcjonerem, kiedys nawet kupilem premierowa edycje System Shock 2, zeby tylko ja postawic na polce 🙂 Piekne kolorowe pudelka moga byc po prostu ladnym elementem wystroju pokoju.

    Nie mam nic przeciwko DLC ale do cholery niech to bedzie tansze niz w sklepie – dopoki tak sie nie stanie to jego zalety bledną.

  16. avatar
    jojoro

    Obecnie gdy gry wydawane są w wersji super ubogiej czyli DVD+pudełko+ewentualnie 3 stronicowa instrukcja to faktycznie DLC jest w miarę OK.
    Ja jednak uwielbiałem dawne wydania gier dziś zwanymi ‘kolekcjonerskimi’ lub ‘rozszerzonymi’.
    Spójrzcie na wiedźmina ER. Tak Ładnego wydania nie zapewni mi DLC czy instrukcja na PDF.
    Papierowa mapa na grubym, kredowym papierze, książeczka z opowiadaniem, poradnik itp.
    Pamiętam także wydaną w latach 90 grę strike commander (‘symulator’ lotu). Instrukcja ze 100 stron, opisy wszystkich broni, samolotów, ale także życiorysy pilotów i najważniejszych postaci i zrobione z ogromnym humorem ogłoszenia reklamowe w stylu “odzyskujemmy długi. Wiemy gdzie mieszka twoja rodzina i bawią sie twoje dzieci”.
    No cóż wtedy nawet do platformówki król Lew dodawano 30 stronicową drukowaną instrukcję.

  17. avatar
    teapots

    This is some good material. It took me a while to find this site but it was worth the time. I noticed this page was buried in bing and not the number one spot. This website has a lot of first-rate material and it doesnt deserve to be burried in the search engines like that. By the way I am going to save this web publication to my list of favorites.

Leave a Reply