Dead Space 2 – pierwsze wrażenia

Dead Space 2 – pierwsze wrażenia

Jan 30
Dead Space 2 – pierwsze wrażenia

Nie pisałem na naszym (czytaj: Cubitussa…) blogu ładnych parę tygodni, ale świadomie zrobiłem sobie przerwę od intensywnego grania, czytania o grach, pisania i generalnie interesowania się tematem. Uważam, że kiedy nie ma nic naprawdę ciekawego, lepiej wolny czas – którego świeżo upieczony ojciec i tak ma mało – przeznaczyć na inne sprawy.

Ale sytuacja uległa zmianie, co było do przewidzenia. Dead Space 2 był na bardzo wąskiej w tym roku liście Zakupów Dnia Pierwszego i mimo że sieć Empik jak zwykle zgwałciła mnie analnie ceną (230 PLN…) zarzuciłem grę w piątek i oto pierwsze wrażenia po trzech rozdziałach.

Dla jasności dodam od razu – nie czytałem recenzji (pisanych notabene w Polsce przez tzw. media growe z wersji z pierwszego grudnia), nie obejrzałem ani jednego trailera czy tym bardziej filmu z rozgrywki, nie interesowały mnie zapowiedzi czy relacje z pokazów dla prasy. Jestem hardkorowym fanem pierwszej cześci, posiadaczem wymaksowanego z przyjemnością calaka, z góry założyłem że kupuje sequela w ciemno nie oglądając się na opinie innych. A przyznać trzeba, że na przykład jeden z bardziej znaczących – swego czasu – portali o grach konsolowych, Polygamia wystawiła grze ocenę 4/6 czyli dobra, ale bez rewelacji. Skąd taki osąd – nie wiem i totalnie tego nie rozumiem.

Bo gra JEST fantastyczna. Jest krwawa, jest przerażająca, jest klimatyczna, jest prawdziwym, solidnym survival-horrorem z gatunku s-f. Owszem, dla złośliwych będzie “tym samym tylko więcej” czy “mission-packiem” do jedynki. Dlatego jeśli ktoś nie przepadał za pierwszą częścią, nie ma sensu aby kupował drugą. Jednak ci, którzy uznali ją z jedną lepszych i ważniejszych gier w historii tej generacji konsol, zakochają się w dwójce od pierwszego poziomu.

Nie będę się rozpisywał o fabule, bo grę ledwo zacząłem, natomiast umieszczenie akcji opartej na tych samych patentach w ramach kosmicznej bazy-kopalni daje twórcom możliwość masakrowania zmutowanych przeciwników w paru nowych lokalizacjach – zaczyna się od szpitala, potem jest coś na kształt galerii handlowej i stacja metra. Gra znowu nie daje taryfy ulgowej mięczakom o słabych nerwach, po starciach z co bardziej obleśnymi nekromorfami autentycznie biorę głęboki oddech, patrząc jak włosy na rękach opadają powoli do pozycji leżącej. Nie trzeba chyba dodawać że obowiązkowo gramy po ciemku (o co w styczniu nie jest trudno) i ze słuchawkami na uszach. Po raz kolejny oprawa dźwiękowa wybija się na czoło spośród elementów tworzących grę, na tyle że naprawdę warto tylko dla niej zakupić sobie porządny wzmacniacz i głośniki lub słuchawki z wyższej półki.

Grafika oczywiście znakomita, podobnie jak ilość detali i przerywniki filmowe, płynnie wmontowane w rozgrywkę. Pojawiło się kilka drobnych usprawnień w sterowaniu i nawigacji, wszystko ustawione jest maksymalnie intuicyjnie, co pozwala łatwo zmieniać środki utylizacji mutantów. A propos – powiem coś, z czymś wiele osób może się nie zgodzić, ale po prostu tak uważam: ta gra jest stworzona po to, aby grać na najwyższym poziomie trudności. Na dzień dobry dostajemy cztery, z których wybieramy oczywiście ostatni (Zealot – Fanatyk), kończymy go i odblokowujemy HardCore, który już teraz zapowiada się na konkretne wyzwanie dla konkretnych maniaków. Nie będę w tym miejscu pastwił się nad recenzentem Polygami, który w recenzji sam przyznaje że obniżył loty w połowie gry, “znudzony użeraniem się z przeciwnikiem”, powiedzmy po prostu że jeśli ktoś faktycznie szuka SURVIVAL horroru a nie prostackiej, krwawej jatki, to tylko gra z najwyżej zawieszoną poprzeczką sprawia że zaczynamy kombinować z bronią, otoczeniem, zachowaniem przeciwników, itd.

Tak czy siak, kończę ten wpis i wracam do gry. Jak na razie czuję że dostałem dokładnie to, na co czekałem jako fan jedynki – wymagającą, soczystą, przerażającą opowieść i znakomite wyzwanie jakie coraz rzadziej można spotkać w dzisiejszych grach.

Absolutnie polecam!

6 comments

  1. avatar
    rmz

    W weekend przeszedłem całą. I zacząłem po raz kolejny. Gra jest debest, i nawet multi, na które zbytnio nie liczyłem mi się bardzo podoba. Jedyny minus, to fakt, że przez wersje kolekcjonerską było miejscami za łatwo, force gun od początku jest op.

  2. avatar
    vel

    A ja powiem szczerze, że o jedynce to nawet nie wiedziałem. Ale że zainteresowały mnie informacje o ds2, to zanabyłem właśnie pierwszą część (żeby zacząć przykładnie serię od początku) i muszę przyznać, że po pierwszych 30min jest dość mroczno i strasznie, aż ciary przechodzą momentami. Jeśli dwójka jest tak samo dobra lub lepsza, to będzie następna w kolejce 🙂

  3. avatar
    rmz

    Jak dla mnie klimat dwójki jest trochę inny. Przez większość czasu więcej jest strzelania ( dopiero od 10 chapteru wraca klimat jedynki ), chociaż parę razy można się przestraszyć. Generalnie obydwie gry są świetne. Dwójka lepsza, bo jedynke przeszedłem i zacząłem jeszcze raz, ale z dwa rozdziały zrobiłem. Dwójkę mam zamiar przejść po raz drugi, a potem zobaczymy 🙂

  4. avatar
    vel

    Hmmm, a w dwójce chociaż Clarke coś mówi? Na razie nie zaszedłem specjalnie daleko w jedynce, ale tak patrzę na naszego bohatera, to zupełnie go nie rusza, że atakują go jakieś paskudy – zero komentarza, przerażenia, nic……

  5. avatar
    rmz

    Mówi, do siebie i do innych 🙂

  6. avatar
    Teatr

    Wow, marvelous blog layout! How long have you been blogging for? you make blogging look easy. The overall look of your web site is great, as well as the content!

Leave a Reply