Gram właśnie w Mass Effecta 2. Wrażeń szczególnych jeszcze nie mam, parę rzeczy mi się podoba, kilka nieszczególnie (głównie polska wersja - przejdę, sprzedam, kupię angielską). Jest natomiast coś, co obserwuję od jakiegoś czasu, ale dopiero teraz mi się wykrystalizowało.
Bioware robi zezowate gry. Kiedy patrzę na te postaci, ich teatralne ruchy i potwornie zagrane głosy, to widzę, że włożono mnóstwo pracy w oddanie zamysłu projektanta (inna sprawa, czy ten zamysł nosi jakiekolwiek znamiona dobrego gustu; moim zdaniem niewiele). Im dłużej jednak oglądam te wyreżyserowane scenki dialogowe, to coraz mocniej śmieszy mnie jeden element. Zez.
Dlaczego we wszystkich ostatnio produkowanych przez Bioware grach, bohaterowie mają notorycznego zeza? Każda humanoidalna postać jest zezowata. I z tym zezem zamiata bioderkami, rusza rączkami, wykonuje te wszystkie ruchy, które Amerykanie uważają za ładne i wygląda przekomicznie. To tak, jakby w słynnej scenie "Nagiego instynktu" cała uwaga skupiona na szparce Sharon Stone została rozproszona przez jej zeza. Ona go jednak, na szczęście nie miała.
A Shepard ma. Nie da się z tym nic zrobić?
PS. Chciałem pokazać screeny z gier, ale nie można tu dodać obrazków, a nie chce mi się wklejać linków. Jak będziecie się kłócić, że zeza nie mają, to Wam pokażę.

