<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zagraceni.pl - Blog graczy po 30-ce</title>
	<atom:link href="http://zagraceni.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://zagraceni.pl</link>
	<description>Tak dużo gier, tak mało czasu. Blog graczy po 30-ce.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 17 Mar 2010 09:13:36 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>BF 1970&#8217;s czyli 10 Porad dla Zgredów (BFBC2)</title>
		<link>http://zagraceni.pl/bf-1970s-czyli-poradnik-dla-zgredow</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/bf-1970s-czyli-poradnik-dla-zgredow#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 15 Mar 2010 18:46:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[Porady]]></category>
		<category><![CDATA[BF]]></category>
		<category><![CDATA[BFBC2]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2634</guid>
		<description><![CDATA[Spójrzmy prawdzie w oczy. Mając ładnie ponad trzy dychy na karku, nasze szanse na przeżycie wirtualnej konfrontacji z młodszymi o połowę poborowymi są minimalne. Refleks, opanowanie kontrolera, czas na trening &#8211; to wszystko sprawia że większość z sesji online kończą się  dla zgredów frustracją i przeklinaniem pod nosem na małolatów. Dla pocieszenia dodam, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Spójrzmy prawdzie w oczy. Mając ładnie ponad trzy dychy na karku, nasze szanse na przeżycie wirtualnej konfrontacji z młodszymi o połowę poborowymi są minimalne. Refleks, opanowanie kontrolera, czas na trening &#8211; to wszystko sprawia że większość z sesji online kończą się  dla zgredów frustracją i przeklinaniem pod nosem na małolatów. Dla pocieszenia dodam, że nie jestem sam &#8211; problem zauważyli ostatnio też moi rówieśnicy: Gus Mastrapa z <strong><span style="text-decoration: underline;"><a title="wired " href="http://www.wired.com/gamelife/2010/02/no-country-for-old-men/" target="_blank">WIRED</a></span></strong> oraz Bartek Chaciński z <a title="przekroj" href="http://www.przekroj.pl/publicystyka_chacinski_artykul,6409.html" target="_blank"><strong><span style="text-decoration: underline;">Przekroju</span></strong></a>. Cóż, starość nie radość a grać trzeba&#8230;</p>
<p>Ale hicior, w który tłuczemy z Cubitussem od tygodnia non-stop czyli <a title="BF BC 2 recenzja online Cubituss Zagraceni.pl" href="http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-czyli-dlaczego-nie-potrzeba-singla" target="_blank"><strong>BF:Bad Company2</strong></a> pozwala stres ten zredukować; co więcej, daje frajdę i satysfakcję z gry, czasami nawet dorzucając w pakiecie możliwość utarcia nosa małolatom i sklepanie dobrego wyniku. Zaznaczam &#8211; czasami&#8230;</p>
<p>Jako więc że lepszy rydz niż nic, wpadliśmy na pomysł, żeby podzielić się paroma zebranymi na gorąco poradami, które przydać się mogą tym, co nigdy w Quaka najmocniejsi nie byli.</p>
<h2><strong>1. RUSH!</strong></h2>
<p><strong> </strong>Wybierz ten tryb. Kwestie taktyczne są klarowne: dwa punkty (A i B), które trzeba na zmianę bronić lub atakować. Po zniszczeniu obu atakujący odzyskują punkty natarcia a cała akcja przesuwa się na mapie kawałek dalej. Prosty i efektowny patent, który jak mi się wydaje całkowicie wyparł popularnością klasyczne BFowe przejmowanie flagi.</p>
<h2><strong>2. Don&#8217;t RUSH!</strong></h2>
<p>Tym razem chodzi o zachowanie się na polu walki. Nie wiem jak wy, ale ja mam jakiś taki małpi odruch żeby zaraz po wejściu do gry pędzić przed siebie na szybką konfrontację z pierwszym lepszym przeciwnikiem. <span style="text-decoration: underline;">BŁĄD</span>. Zacznij grę od znalezienia dobrego, spokojnego miejsca, skąd ogarniesz to co się dzieje i podejmiesz pierwsze decyzje. Oczywiście jeśli jesteś w swojej bazie kilometr od linii frontu, ta rada nie ma sensu, ale generalnie: nie pędź na spotkanie nieuchronnej śmierci. Poczekaj na nią i przygotuj się, być może uda ci się przeżyć&#8230;</p>
<h2><strong>3. Zacznij MEDYKIEM</strong></h2>
<p>Jeśli nie czujesz się mocny w hurtowym zaliczaniu headshotów, wybierz klasę medyka na dzień dobry. Jako żołnierz wsparcia, jest on w stanie uplasować się w czołówce całej drużyny bez oddania jednego strzału. Wystarczy podążać za walczącymi kompanami, podrzucać im apteczki i ratować defibrylatorem. Poza tym szybko otrzymamy lekki karabin maszynowy, który zionąc często i gęsto ogniem zaporowym nadrabia nasze braki w precyzyjnym celowaniu.</p>
<h2><strong>4. Używaj SPOTu</strong></h2>
<p>To bardzo ciekawy, nowy patent wprowadzony w tej edycji serii BF. Jeśli zobaczymy nawet zarys przeciwnika przed sobą, wystarczy najechać na niego celownikiem i wcisnąć przycisk BACK na kontrolerze. Wróg zostaje na kilkanaście sekund oznaczony czerwoną strzałką, przez co jest lepiej widoczny dla naszej drużyny, szczególnie snajperów. Jeśli ktoś go w tym czasie ustrzeli, również i my dostajemy punkty. Na bardziej zamotanych graficznie mapach wyrobiłem sobie nawyk pulsacyjnego wciskania SPOTu &#8220;na ślepo&#8221;, często w ten sposób wyławiam pacjentów przez gałęzie, w cieniu, itd PS. Aktualizacja (by Zbychu, thanks) : nie warto &#8220;spamować&#8221; tym przyciskiem, bo opcja zostanie na 15 sekund wyłączona.</p>
<h2><strong>5. Graj w  SKŁADZIE</strong></h2>
<p>Może to nie wydaje się z początku takie istotne, ale gra w ramach czteroosobowej ekipy stanowi sens tej gry &#8211; i klucz do sukcesu. Sama pomoc ziomkom ze swojego składu jest punktowana podwójnie, więc to już jest dobra motywacja, jeśli po skończonej rundzie nie chcesz wylądować na końcu listy i dłużej czekać na nowe bronie i ulepszenia. Oczywistą oczywistością jest dążenie do optymalnego zgrania czyli gry z sensownymi ludźmi, z którymi można się dogadać przez mikrofon i ustalić taktykę w każdej sytuacji (tu pozdrawiam ekipę z Testronica <img src='http://zagraceni.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> .</p>
<p>Jeśli widzisz, że wrzuciło cię do bandy nieogarniających kolesi, z którymi współpraca jest niemożliwa, od razu zmień serwer, szkoda czasu.</p>
<p>Jeśli jesteś w pobliżu celu na mapie i grasz z kumatymi, poczekaj przed szturmem aż reszta zrespawnuje się na tobie. Zwracaj uwagę na wyświetlane obok minimapy ksywki kompanów ze składu, których cieniowanie pokazuje czy w tym momencie żyją czy nie.</p>
<h2><strong>6. Wydawaj KOMENDY</strong></h2>
<p><strong> </strong>Rzecz na którą zwróciłem uwagę dosyć późno, a przy minimalnym wysiłku można załapać parę tysięcy punktów. Wystarczy wziąć na celownik ikonkę naszego celu (znaczek A lub B) i wcisnąć BACK na padzie. Wydamy tym samym rozkaz naszemu składowi, wskazując który punkt atakować lub bronić. Jeśli się uda &#8211; wpadają dodatkowe punkty.</p>
<h2><strong>7. Poznaj PUNKTY SIECZKI</strong></h2>
<p>Z czasem zobaczysz, gdzie szczególnie intensywnie toczy się obrona konkretnego punktu, bądź w pobliżu i umieszczaj tam swoje apteczki lub amunicję. Zabunkruj się w miarę bezpiecznie, a respawnujący się na tobie ludzie będą niemal z marszu nabijać tobie punkty za support. Jeśli podoba ci się taka bezpieczna gra, odblokuj i korzystaj ze specjalnych dopalaczy, które zwiększają zasięg i prędkość działania apteczek, punkty będą leciały jeszcze szybciej.</p>
<h2><strong>8. Wtop się w TŁO</strong></h2>
<p>BFBC2 jak chyba żadna do tej pory gra na konsoli daje dużą przewagę tym, którzy potrafią skryć się w terenie. Krzaki, ciemne cienie, zagłębienia, osłony &#8211; korzystając z tych elementów otoczenia zwiększamy szansę na strzał w tył głowy lub kosę od tyłu. Naprawdę warto przetestować.</p>
<h2><strong>9. Rozwalaj M-COMMy</strong></h2>
<p>Cele ataku można zniszczyć także obstrzałem z artylerii lub granatami, nie tylko podkładając bombę. Zorganizuj sobie stały dostaw amunicji od piechura i zafunduj radiostacji regularny opad granatów. Zwróć uwagę, że każdy cel ma także swój pasek &#8220;zdrowia&#8221;.</p>
<h2><strong>10. Szanuj SPRZĘT</strong></h2>
<p>Jeśli ogarniesz prowadzenie czołgu (F.U.C.K. YOU, DICE za brak sterowania na dwie gałki z BF1943&#8230;) powstrzymaj naturalną żądzę wjechania w sam środek bazy przeciwnika. Zginiesz szybciej niż ci się wydaje. Trzymaj dystans do linii frontu, podjeżdżaj do wroga powoli, najlepiej z ziomkiem ze squadu na wieżyczce, wycofuj sie i reperuj regularnie w bezpiecznych miejscówkach i pamiętaj cały czas o &#8220;spotowaniu&#8221; przeciwnika &#8211; nigdzie tak jak w czołgu się to nie przydaje!</p>
<p>To tyle porad na gorąco po pierwszych 20-tu godzinach. To, co podoba mi się najbardziej w BFBC2 to smaczki, jakie odkrywam z każdą następną. Śmierć zadana defibrylatorem, ostrzał &#8220;na pałę&#8221; z dystansu z motorówki, namierzanie przeciwników z UAV ukrytego gdzieś na zboczu, znajdowanie miejscówek gdzie nikt cie nie dostrzega  itd. itp. Tak jak pisał Kuba, gra jest genialna, a jej urok odkrywa się z czasem. W moim wypadku, tego czasu będzie baaardzo dużo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/bf-1970s-czyli-poradnik-dla-zgredow/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>15</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Battlefield: Bad Company 2 czyli dlaczego nie potrzeba singla</title>
		<link>http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-czyli-dlaczego-nie-potrzeba-singla</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-czyli-dlaczego-nie-potrzeba-singla#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 18:18:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[battlefield]]></category>
		<category><![CDATA[BF]]></category>
		<category><![CDATA[BFBC2]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2618</guid>
		<description><![CDATA[Stało się. Od paru miesięcy nie dotykałem innego multi niż Modern Warfare 2, w którym jestem jakoś pod koniec drugiego trybu prestiżu, aż wreszcie dostałem headshota i mam nową zajawkę. Po tytule łatwo zgadnąć o co chodzi &#8211; na pececie skończyłem sobie nienerwowo singla, ale prawdziwą miazgę grywalności odkryłem w konsolowej wersji Bad Company 2.
Bo [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Stało się. Od paru miesięcy nie dotykałem innego multi niż Modern Warfare 2, w którym jestem jakoś pod koniec drugiego trybu prestiżu, aż wreszcie dostałem headshota i mam nową zajawkę. Po tytule łatwo zgadnąć o co chodzi &#8211; na pececie skończyłem sobie nienerwowo singla, ale prawdziwą miazgę grywalności odkryłem w konsolowej wersji Bad Company 2.</p>
<p>Bo zaiste jest to gra bliska ideałowi. Pies już trącał to, że mapy są tak małe, że autorzy nie zdecydowali się na wprowadzenie sterowalnych odrzutowców. Pies też z tym, że momentami sterowanie wydaje się delikatnie drewniane i zdecydowanie mniej &#8220;responsive&#8221; (jakie polskie słowo na to?) niż w Call of Duty. Bo cała reszta to jest absolutne mistrzostwo świata, od którego od paru ładnych dni nie mogę się oderwać, podobnie jak i połowa mojej friendlisty na Xboxie.</p>
<p>Gdzie leży fenomen tej gry? Nie wiem. Wiem za to, że wczoraj, gdy inżynierem z odblokowanymi głębszymi kieszeniami na ładunki wybuchowe zaminowałem cały barak po zewnętrznych ścianach naokoło, nie mogłem przegapić okazji obejrzenia wielkiej eksplozji i rzuciłem tylko w headseta do zaczajonych w tymże baraku kolegów &#8220;Muszę, sorry&#8221; i zdetonowałem wszystko naraz. Ta gra wyzwala w człowieku wszystkie dziecięce instynkty &#8211; i jako pierwsza od wielu lat pozwoliła mi na poczucie się, jakbym znowu  biegał w krótkich spodenkach z gałęzią w garści, krzycząc PIF, PAF NIE ŻYJESZ!</p>
<p>Bad Company 2 to po prostu gra dla dużych chłopców, a jako nałogowy gracz nie mogę uważać się za nikogo innego. Wsiąkłem w ten świat od pierwszej sekundy i nie mogę z niego wyjść &#8211; co wieczór zakładam słuchawkę i mikrofon i zmieniam się w swojego syna, może trochę starszego niż jest obecnie, ale wciąż dzieciaka. Radość sprawia mi w tej grze absolutnie wszystko &#8211; i zaczajenie się ze snajpą, i wyleczenie połowy drużyny, i własnoręczne namierzenie sobie czołgu strzałką z nadajnikiem a potem wystrzelenie rakiety na pałę &#8211; tutaj każda z tych czynności powoduje szeroki uśmiech na twarzy.</p>
<p>Gra ma w sobie to coś, co kiedyś, dawno temu, przyciągnęło tłumy ludzi do pecetowego Battlefielda 1942 &#8211; poczucie, że wszystko można przekłada się na doświadczenia: tu faktycznie wszystko można. Tu są goście, którzy zdejmują innych gości headshotami z kilometra, tu są faceci, którzy minują wielki budynek tylko po to, żeby popatrzeć, jak w akompaniamencie gnącego się metalu wali się w gruzy. Ten charakterystyczny dźwięk poznali już zresztą wszyscy gracze i przezabawnie to wygląda, jak cała drużyna pryska we wszystkie strony na pierwsze jęknięcie konstrukcji.</p>
<p>Ale przede wszystkim w tej grze są battlefield moments, czyli w innych grach zaskryptowane, a w tej jednej spontaniczne zdarzenia o niebywałej wręcz epickości. Śmigłowiec unikający cudem rakiety, następnie rozwalający kadłubem dwóch biegnących kolesi, wreszcie rozpadający się w malowniczej eksplozji tuż nad jakimś budynkiem. Żołnierz na quadzie śmigający między strzelającymi do niego przeciwnikami. Nagła rakieta zza winkla, trafiająca w newralgiczną ścianę i odsłaniająca cały skampiony team składający się wyłącznie z medyków. Po każdym wieczorze z BC2 mam kilkanaście takich wspomnień pod powiekami, gdy kładę się spać.</p>
<p>Cudowne uczucie. Będę je pogłębiał.</p>
<p>Aha, w grze też jest niezły tryb single.</p>
<p>A tu moje staty, bo jestem statsiarzem.</p>
<p><img class="alignnone" title="Cubistats" src="http://bfbc2.elxx.net/sig/detail4/360/Cubituss.png" alt="" width="400" height="90" /></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-czyli-dlaczego-nie-potrzeba-singla/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Microsoft i krótki komiks</title>
		<link>http://zagraceni.pl/microsoft-i-krotki-komiks</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/microsoft-i-krotki-komiks#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:40:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[kontrakcja]]></category>
		<category><![CDATA[wewantlive]]></category>
		<category><![CDATA[xbox live]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2604</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj zamiast zwyczajowego wpisu posłużę się wyłącznie obrazkami przygotowywanymi na forum serwisu polygamia.pl, pojawiającymi się w znacznie większych ilościach w tym wątku.


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj zamiast zwyczajowego wpisu posłużę się wyłącznie obrazkami przygotowywanymi na forum serwisu polygamia.pl, pojawiającymi się w znacznie większych ilościach w <a href="http://forum.polygamia.pl/index.php/topic,3735.2800.html">tym </a>wątku.</p>
<p><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja11.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2607" title="POLAND BUDGET" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja11.jpg" alt="" width="512" height="391" /></a><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja15.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2608" title="kontrakcja15" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja15.jpg" alt="" width="500" height="425" /></a><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2609" title="kontrakcja2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja2.jpg" alt="" width="626" height="886" /></a><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja3.jpg"></a></p>
<p><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja3.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2610" title="kontrakcja3" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja3.jpg" alt="" width="480" height="640" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/microsoft-i-krotki-komiks/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>38</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bayonetta, czyli Cubi spotyka obcych</title>
		<link>http://zagraceni.pl/bayonetta-czyli-cubi-spotyka-obcych</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/bayonetta-czyli-cubi-spotyka-obcych#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 11:17:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[Pierwszy ogień]]></category>
		<category><![CDATA[bayonetta]]></category>
		<category><![CDATA[conker]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2585</guid>
		<description><![CDATA[Istnieją takie gry, które odrzucają mnie od pierwszych sekund, choćby branżowa prasa i moi grający znajomi piali z zachwytu nad skomplikowanym, przemyślanym gameplayem i cudownym klimatem. Pierwszym takim tytułem był Conker na pierwszego Xboxa, którego nieopatrznie wziąłem od Gulasha do recenzji i dzień później z podwiniętym ogonem przyznałem, że kompletnie się do recenzowania tej gry [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Istnieją takie gry, które odrzucają mnie od pierwszych sekund, choćby branżowa prasa i moi grający znajomi piali z zachwytu nad skomplikowanym, przemyślanym gameplayem i cudownym klimatem. Pierwszym takim tytułem był Conker na pierwszego Xboxa, którego nieopatrznie wziąłem od Gulasha do recenzji i dzień później z podwiniętym ogonem przyznałem, że kompletnie się do recenzowania tej gry nie nadaję, ponieważ nie jestem w stanie w nią grać.</p>
<p>Do tego dotychczas jednoelementowego zbioru dwa tygodnie temu dołączyła Bayonetta, podobno cudowna kwintesencja japońskości. Opowieść o wiedźmie z nieproporcjonalnie małą głową (lub nieproporcjonalnie długim korpusem i nogami, zależy jak kto patrzy) zaczyna się dość dziwacznie, ale jeszcze byłem w stanie to jakoś przełknąć: dwie panie leją tłumy aniołów, stojąc na spadającej w nieskończoną przepaść wieży zegarowej, a jednocześnie spoza kadru jakiś gość basowym głosem przemawia. Niestety nie wiem o czym mówił, bo byłem zajęty laniem aniołów, ale jak rozumiem to było intro. Scenki przerywnikowe na szczęście można było przewinąć, co natychmiast uczyniłem, gnany przeczuciem, że nie będzie dobrze po tej całej spadającej wieży.</p>
<p>Nie pomyliłem się. Nie było dobrze. Obcowanie z Bayonettą przypomina w pierwszej chwili zlepek kilku koszmarów sennych &#8211; dziś na przykład śniło mi się, że na Placu Defilad zbudowano sztuczny stok narciarski, z którego zjeżdżałem i się wywróciłem. To jest ten rodzaj abstrakcji, jaki proponuje Bayonetta. Dlatego też grając w tę grę czułem się, jakbym wylądował na nieznanej planecie i natknął się na gromadkę żywych istot, z którymi nie umiałem się porozumieć. Totalna konfuzja.</p>
<div id="attachment_2596" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bayonetta_scr.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2596" title="bayonetta_scr" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bayonetta_scr-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Obstawiam, że na tym etapie leci Hey Jude Beatlesów</p></div>
<p>Doceniam już na pierwszy rzut oka niesamowicie dopracowany system walki z paroma śmiesznymi pomysłami (jak choćby stawanie na rękach i strzelanie z rewolwerów przytwierdzonych do bayonettowych obcasów &#8211; oczywiście dziewczyna przyjmuje tak akrobatyczne pozy, jak to tylko możliwe). Walki wyglądają na chaotyczne, ale tak naprawdę są głęboko taktyczne, chociaż jak na mój gust przeciwnicy są za duzi, a Bayonetta za mała i zbyt często ginie w tłumie. Doceniłbym to, przetrwałbym pierwszy etap prologu, naprawdę. Ale niestety mam wrażliwe ucho. Bayonetta powaliła mnie na ziemię dziwactwem ostatecznym, a był to element soundtracku. Otóż do krwawej rzeźni dziejącej się na ekranie japoński producent postanowił dobrać piosenkę (z wokalem) &#8220;Fly me to the Moon&#8221; Sinatry w jappopowym wykonaniu jakiegoś bezgłosia. Rozważałem przez chwilę popełnienie samobójstwa po usłyszeniu tego kawałka, ale ostatecznie wyłączyłem konsolę.</p>
<p>I tak się moja przygoda z Bayonettą raz na zawsze skończyła.</p>
<h5>Autor posiada niezbędne do obcowania z japońskimi grami doświadczenie w postaci ukończenia nie tylko Final Fantasy X, ale nawet Final Fantasy X-2.</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/bayonetta-czyli-cubi-spotyka-obcych/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierownica to za mało</title>
		<link>http://zagraceni.pl/kierownica-to-za-malo</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/kierownica-to-za-malo#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 23:22:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[fanatec]]></category>
		<category><![CDATA[forza3]]></category>
		<category><![CDATA[kierownica]]></category>
		<category><![CDATA[porsche]]></category>
		<category><![CDATA[xbox360]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2542</guid>
		<description><![CDATA[Ręka do góry kto z braci konsolowców ma między telewizorem a kanapą ustawione biurko lub stół sięgający przynajmniej do poziomu waszego przyrodzenia? Zapewne niewielu. Niska ława lub stolik kawowy to chyba standard tam gdzie wygodnie oglądamy telewizję lub ciśniemy na konsolach. Dlatego dzisiaj o sprzęcie, który z tego właśnie powodu przemknął szybko przez moje mieszkanie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ręka do góry kto z braci konsolowców ma między telewizorem a kanapą ustawione biurko lub stół sięgający przynajmniej do poziomu waszego przyrodzenia? Zapewne niewielu. Niska ława lub stolik kawowy to chyba standard tam gdzie wygodnie oglądamy telewizję lub ciśniemy na konsolach. Dlatego dzisiaj o sprzęcie, który z tego właśnie powodu przemknął szybko przez moje mieszkanie, mniej więcej w takim tempie jak bryczki, którymi miał sterować.</p>
<p>Dzięki uprzejmości ludzi związanych z Xboxem miałem okazję chwycić bowiem w łapska kierownicę  <strong>Fanatec Porsche 911 Turbo Wheel</strong>. Niech jednak nazwa mojej konsoli nie będzie płachtą na byka dla posiadaczy innych sprzętów &#8211; model który testowałem jest jak najbardziej mulitplatformowy i jak wynika z dołączonej ulotki, może być używany także z PS3 i PC-em.</p>
<p>I w tym miejscu powinien pojawić się fachowy i szczegółowy opis sprzętu i moich wrażeń ze wszelakich konfiguracji i przejazdów, do czego jednak nie czuję się kompetentny. Dlaczego? Powody są dwa:</p>
<p>Po pierwsze, za specjalnego fachowca na tym polu się nie uważam. Owszem, lubię samochodówki, grywam w nie często i objeżdżam większość nowości, korzystając z własnej firmowej kierownicy Microsfotu, o <span style="text-decoration: underline;"><a title="kierownica xbox 360 recenzja" href="http://zagraceni.pl/kierownica-do-xbox360" target="_blank">której pisałem na naszym blogu</a></span> w maju ubiegłego roku. Ciężko mi jednak porównywać modele i szczerze mówiąc nie potrafię obiektywnie recenzować takiego sprzętu. Jestem zwykłym rekreacyjnym graczem konsolowym. I tu przechodzimy do drugiego powodu, dla którego za długo z produktem firmowanym przez Porsche się nie zabawiłem. Okazało się, że kierownica to za mało.</p>
<p>Powiedzmy to sobie szczerze i wprost &#8211; <strong>kupno takiego sprzętu bez dedykowanego (!) stelaża lub całego fotelu rajdowego do grania nie ma sensu</strong>. Owszem, może ktoś z was przykręci to do biurka, na którym postawi telewizor, lub przemebluje mieszkanie tak, aby między kanapą a telewizorem znajdował się obiekt, który:</p>
<p>- zapewni stabilne trzymanie dla kolumny kierownicy</p>
<p>- zapewni stabilne oparcie dla podstawy z pedałami</p>
<p>- pozwoli wam wygodnie się w to wszystko wpasować</p>
<p>Ja z tym miałem problemu. Śledzony czujnym okiem żony, odpowiedzialnej za urządzenie naszego gniazdka zacząłem rozglądać się za odpowiednim sprzętem. Difoltowa kawa-ława odpadła w przedbiegach ze względu za zbyt szeroką belkę boczną. Zabytkowa maszyna do szycia odziedziczona po babci Kasi  nie wchodziła w grę z wiadomych przyczyn. Blat przy którym pracuję mam przykręcony na stałe do ściany w drugim pokoju. W końcu padło na cherlawy, minimalistyczny stolik nocny z sypialni.</p>
<p>I tu wypada przejść do krótkiego opisu samego produktu, który zasługuje na pewno na więcej niż opinia zmęczonego półgodzinnym montażem wyścigowego dyletanta. Kierownica wykonana jest bardzo solidnie i nie bez powodu Porsche pozwoliło umieścić swój symbol na samym środku obszytego skórą kółka. Oprócz niego w komplecie dostajemy podstawę, na której lśnią wykończone na srebrno pedały. A konkretnie trzy &#8211; sprzęgło, hamulec i długi, odchylony fachowo w prawo gaz. Szyk i styl, gruby lans.</p>
<p>Wisienką na torcie są dwie, mocowane alternatywnie przekładnie biegów &#8211; klasyczny manual (sześć przełożeń do przodu i wsteczny) oraz sekwencja. Oczywiście pod kierownicą mamy również dwie łopatki do zmiany biegów bez odrywania rąk od kółka.</p>
<p>Podstawy obu gałek zewnętrznych montowane są do kolumny kierownicy na dwóch wysuwanych prętach. Nie jest to rozwiązanie idealne. Naturalnym konkurentem tego sprzętu jest Logitech G25, który proponuje przykręcenie przekładni biegów do stołu, niezależnie od kierownicy. Mamy taki zestaw w pracy i muszę przyznać, że takie rozwiązanie bardziej mnie przekonuje. Ale podkreślam jeszcze raz &#8211; moje odczucia z korzystania z gałki ręcznej zmiany biegów były mocno nadwyrężone tym, że całość sprzętu nie trzymała się zbyt dobrze żadnego solidnego oparcia. Przy gwałtownych ruchach dźwignią przesuwałem cały stolik z kierownicą i na dłuższą metę zabawa w wyścigi nie sprawiła mi na tym sprzęcie przyjemności. Sprawę pogarszał pedał hamulca, który miał opór znany zapewne tylko kierowcom TIRa, przez co cała podstawa jeździła po parkiecie przy każdym mocniejszym dohamowaniu.</p>
<p>Zadania nie ułatwiał mi fakt, że producent postanowił zrobić sprzęt multiplatformowy. Owszem, po podłączeniu do Xboxa na guzikach zapalają się znane nam literki AB XY a dolne ramię kierownicy ma coś w rodzaju D-Pada, ale nie jest to szczególnie intuicyjne. Kwestia przyzwyczajenia zapewne. Inna sprawa, że Forza 3 &#8211; najlepszy symulator wyścigowy na X360 nie ma niestety dedykowanego profilu sprzętowego do tego kółka i musiałem chwilę poeksperymentować aby na przykład zmieniać biegi wrzucając faktycznie sprzęgło.</p>
<p>Wszystkie te niedogodności i trudy konfiguracji wynagradza sama jazda. Kierownica znakomicie przenosi fizykę auta na ręce, force feedback pracuje bez zarzutu a sam fakt możliwości tradycyjnej zmiany biegów daje dużo frajdy. Nie mówiąc o frajdzie, jaką sprawia w grze w trybie symulacji uszkodzeń rozwalenie skrzyni dzięki redukcji z piątki na jedynkę&#8230; Oczywiście, każdy kto będzie chciał wykręcić dobry czas da sobie spokój z pełnym manualem, ale na osobach postronnych robi to naprawdę wrażenie i może zachęcić do zabawy ze ścigałkami na dużym ekranie.</p>
<p>Ja póki co nie mam warunków aby gdzieś w okolicy mojej kanapy upchać dedykowany kierownicy Fanateca stelaż. Nawet gdybym wyłuskał na tą okazję 100 euro, to i tak sam fakt trzymania gdzieś w domu i rozkładania tej kupy żelastwa nie brzmi zachęcająco. Albo aż takim fanem wyścigów nie jestem.</p>
<p>I tu wychodzi największa zaleta firmowej kierownicy Microsoftu. Mimo że przy lśniącym i pachnącym skórą modelu od Porsche  plastikowe kółko wuja Billa wygląda jak ubogi krewny ze wsi, bije go na głowę przystępnością i łatwością użycia. Kierownica wygodnie i stabilnie spoczywa na udach, oferuje znane z pada guziki, pedały chodzą lekko, a zewnętrzna obudowa znajduje oparcie na piętach i trzyma całość na miejscu. Zapewne znawcy tematu wypunktują ją i znokautują na każdym innym parametrze, co jednak nie zmienia faktu, że nawet gdybym nie musiał zwracać testowego modelu, to i tak nie miałbym motywacji żeby wyciągnąć go ponownie z pudła.</p>
<p>A przynajmniej do dnia, kiedy stać mnie będzie na wielki dom, wielki pokój do gier i wielki fotel rajdowy do zabawy w wyścigi. Póki co zostaję przy sprzęcie dla mniej wymagających&#8230;</p>
<div id="attachment_2550" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-11.jpg"><img class="size-full wp-image-2550 " title="fanatec 1" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-11.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Z pozdrowieniami od Porsche - komplet po wyjęciu z pudełka</p></div>
<p style="text-align: center;">
<div id="attachment_2553" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-2.jpg"><img class="size-full wp-image-2553 " title="fanatec 2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-2.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Po długich poszukiwaniach egzamin na podstawę zdał stolik nocny. Z oceną &quot;mierna&quot;</p></div>
<div id="attachment_2555" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-3.jpg"><img class="size-full wp-image-2555" title="fanatec 3" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-3.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Zestaw gotowy do jazdy</p></div>
<div id="attachment_2556" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-4.jpg"><img class="size-full wp-image-2556" title="fanatec 4" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-4.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Prawie jak Xbox... Mogę tylko zgadywać, że po sparowaniu z PS3 po prawej stronie pojawią się kółka i krzyżyki</p></div>
<div id="attachment_2557" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-5.jpg"><img class="size-full wp-image-2557" title="fanatec 5" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-5.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Oglądaliście Adama? Nie Małysza, Słodowego. No to dacie radę. W razie czego producent daje wymiar na przycięcie dziur w szafce na buty z której zbudujemy własne Porsche. </p></div>
<div id="attachment_2558" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-6.jpg"><img class="size-full wp-image-2558" title="fanatec 6" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-6.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Pedały błyszczały. Musiałem na koniec zrobić zbliżenie.</p></div>
<p>PS. <span style="text-decoration: underline;"><strong><a title="fanatec" href="http://www.fanatec.de/webshop/new_eu/index.php?cPath=29" target="_blank">Pod tym linkiem</a></strong></span> dowiecie się jak dobrze dołożyć do tego co powyżej 99 EUR  (lub 999 EUR w opcji dla prawdziwych Fanateców &#8230;)</p>
<p>massca</p>
<div id="_mcePaste" style="overflow: hidden; position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px;">
<h4 class="post_title">Fanatec Porsche 911 Turbo Wheel</h4>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/kierownica-to-za-malo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>48</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak dobrze NIE być recenzentem&#8230;</title>
		<link>http://zagraceni.pl/jak-dobrze-nie-byc-recenzentem</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/jak-dobrze-nie-byc-recenzentem#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Feb 2010 10:10:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Po godzinach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2521</guid>
		<description><![CDATA[Cubituss zgarnął pierwszy wszystkie najciekawsze premiery ostatnich tygodni, zagrał, skończył, opisał na blogu, w między czasie zmienił pracę i na ostatnią chwilę skoczył jeszcze na wakacje. Ten to ma życie&#8230;. Ja tym czasem ugrzązłem  od nowego roku po szyję w robocie i powoli dopiero zaczynam się ogarniać, nadrabiając zaległości również w graniu.
Ale nie narzekam. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cubituss zgarnął pierwszy wszystkie najciekawsze premiery ostatnich tygodni, zagrał, skończył, opisał na blogu, w między czasie zmienił pracę i na ostatnią chwilę skoczył jeszcze na wakacje. Ten to ma życie&#8230;. Ja tym czasem ugrzązłem  od nowego roku po szyję w robocie i powoli dopiero zaczynam się ogarniać, nadrabiając zaległości również w graniu.</p>
<p>Ale nie narzekam. Od trzech wieczorów delektuję się powolutku nowym Bioshockiem. Muszę przyznać rację Kubie, który <span style="text-decoration: underline;"><a title="Bioshock 2 recenzja Zagraceni.pl" href="http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco" target="_blank">podsumował grę tydzień temu</a></span> &#8211; dwójka jest naprawdę wyśmienitą produkcją. Taką dokładnie jak lubię. Dopracowaną w każdym szczególe, sprawiającą że macam wzrokiem wszystkie ściany, wsłuchuję się w odgłosy pomieszczeń, śledzę z zaciekawieniem fabułę &#8211; jednym słowem CHŁONĘ grę wszystkimi dostępnymi zmysłami.</p>
<p>I naszła mnie taka filozoficzna myśl, którą widzicie w tytule tego wpisu. Cieszę się, że nie jestem recenzentem. Cieszę się, że nie muszę skończyć &#8220;na wczoraj&#8221;  Bioshocka. Cieszę się, że grając nie muszę robić w głowie notatek wg. schematu &#8220;grafika/muzyka/gejmplej&#8221;. Miałem okazję dwa razy pisać o grach w życiu za pieniądze i powiem szczerze, że z przyjemnością z tego zrezygnowałem. Jeśli chodzi o gry, nie radzę sobie psychicznie z presją terminów, oczekiwań i przymusem do grania w to, a nie w co innego. Pewnie, że skoro gram i piszę, to czemu nie zarobić na tym pieniędzy, jeśli znajdzie się chętny do płacenia lub przynajmniej dostarczania gier za friko. Ale jednak dziękuję.</p>
<p>Gry to dla mnie przyjemność tak duża i ważna, że nie sprzedam jej za parę miedziaków. Lubię swoje tempo, lubię przerwać w połowie i wziąć się za co innego, lubię pomaksować calaczka albo nieśpiesznie pobłąkać się po serwerach multi. Obserwuję czasami znajomych dziennikarzy lub czytam ich recenzje i widzę &#8220;syndrom deadline&#8217;u&#8221;. Przejść grę szybko, po łebkach, wyrobić sobie zdanie po pierwszym kwadransie, zaliczyć, opisać, zapomnieć. Następna w kolejce, a naczelny czeka, wydawca chrząka, impreza sponsorowana zobowiązuje&#8230;</p>
<p>Jakiś morał?</p>
<p>Są tacy, którzy twierdzą że najlepiej w życiu robić to co się lubi i jeszcze dostawać za to pieniądze. Ja twierdzę, że lepiej robić dobrze to za co się dostaje pieniądze, a wydawać je na to co się lubi. Jeśli ktoś szczerze potrafi połączyć zajawkę z dobrą robotą i ma satysfakcję &#8211; nie ma problemu, po za tym  jest wiele profesji, których wykonywać się nie da bez prawdziwej pasji. Ale bardzo często próba przekucia na monetę naszego ulubionego hobby kończy się zobojętnieniem, frustracją i znudzeniem wobec takowego.  A na to- dla mnie przynajmniej &#8211; gry video są zbyt cenne&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/jak-dobrze-nie-byc-recenzentem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Efekt masy</title>
		<link>http://zagraceni.pl/efekt-masy</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/efekt-masy#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 17:02:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[RPG]]></category>
		<category><![CDATA[mass effect]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2508</guid>
		<description><![CDATA[No i uległem. Efekt masy czyli zagrałem w coś,  czego od dwóch lat jak mam X360 grać nie planowałem. Oprzeć się jednak było ciężko &#8211; pracując wśród fanatyków gier narażony byłem od paru tygodni na intensywną dawkę indoktrynacji. Oczywiście chodzi o Mass Effect 2,  którego zrecenzować zdążył już u nas na blogu Cubituss.
Czemu sam do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i uległem. Efekt masy czyli zagrałem w coś,  czego od dwóch lat jak mam X360 grać nie planowałem. Oprzeć się jednak było ciężko &#8211; pracując wśród fanatyków gier narażony byłem od paru tygodni na intensywną dawkę indoktrynacji. Oczywiście chodzi o Mass Effect 2,  którego <span style="text-decoration: underline;"><a title="mass effect 2 recenzja zagraceni" href="http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki" target="_blank">zrecenzować zdążył już u nas na blogu Cubituss</a>.</span></p>
<p>Czemu sam do tej pory nie przetestowałem tej pozycji? Po pierwsze nie przepadam za RPGami, w czym utwierdziła mnie przygoda z Falloutem 3. Gra na początku wydawała się naprawdę zajebista, głównie przez plastykę kreowanego świata postapokaliptycznej, wszechogarniającej beznadziejności, ale z czasem odrzuciła mnie sztuczność zachowań bohaterów gry i drewniane animacje podczas interakcji z nimi. &#8220;Zabiłeś mojego ojca&#8221; informuje mnie manekin z kamienną twarzą po czym robi w tył zwrot i odchodzi. Nie tego oczekuję od gry, której osią ma być fabuła.</p>
<p>Po drugie, z reguły trzymam się z daleka od gier z półki S-F. Owego &#8220;science&#8221; jest w nich niewiele, a &#8220;fiction&#8221; to zwykle naiwna, infantylna bajka dla przyszłych gimnazjalistów.</p>
<p>I właśnie dlatego Mass Effect (pierwsza część) przyjemnie mnie zaskoczył. Jak suto zastawiony stół dostajemy do konsumpcji złożoną, sensowną, logiczną wizję przyszłości naszej cywilizacji wkomponowaną w odległe podróże galaktyczne, inne żywe i sztuczne rasy zamieszkujące wszechświat, zależności między nimi, konflikty, itd. Oczywiście zagłębianie się w szczegóły wymaga od gracza wiele czasu poświęconego na czytanie gigantycznej ilości tekstów, opisów i definicji, ale jeśli ktoś lubi taką wczówkę, będzie w siódmym niebie.</p>
<p>Również przerywniki fabularne zrobione są z troską o najmniejsze detale i po kilku misjach pobocznych, które niosą ze sobą niewiele ładunku emocjonalnego, z przyjemnością skupiłem się na głównej opowieści o komandorze Shepardzie.</p>
<p>Nie będę rozpisywał się o tej grze, bo jestem beznadziejnie spóźniony o całą jedną generację i zdaję sobie sprawę, że hardkorowi fani jedynki mają już skończone przynajmniej pierwsze przejście w dwójce, której ja nawet jeszcze nie nabyłem. No ale może się zdarzyć, że ktoś z czytających tego bloga nie skonsumował jeszcze pierwszego dania, do czego gorąco zachęcam.</p>
<p>I tutaj ciekawostka &#8211; niemal każdy, kogo pytałem o opinię dwa tygodnie temu, podczas premiery ME2 radził mi to samo: &#8220;zagraj najpierw w jedynkę&#8221;. Zagrałem i muszę przyznać : chłopaki z BioWare rozegrali to idealnie. Końcówka jedynki to wręcz zapowiedź i zaproszenie do dwójki, możliwość przeniesienia stworzonego przez siebie i swoją grę bohatera do następnej części plus całkiem przyzwoity ładunek emocji sprawia, że ci którzy grali w pierwszą część w dniu premiery polecieli po drugą, a tacy jak ja &#8211; sięgneli masowo po jedynkę. Co jak widać na zamieszczonym wyżej obrazku z game.co.uk (&#8220;out of stock&#8221;) &#8211; mogło być zadaniem niełatwym&#8230; Pozostaje pogratulować &#8211; no i czekać na część trzecią!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/efekt-masy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyjazd</title>
		<link>http://zagraceni.pl/wyjazd</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/wyjazd#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 09:20:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Z innej beczki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2502</guid>
		<description><![CDATA[Co i rusz na forach czytam, że &#8220;tym redaktorom to dobrze, tak często jeżdżą na różne wyjazdy i tyle świata zwiedzają&#8221;&#8230; w ramach cyklu odzierania rzeczywistości z fikcji (oraz ukrytej tęsknoty za tym, czego już prędko nie doświadczę) opiszę, jak wygląda może nie typowy, ale w skrajnych przypadkach taki ekstremalny wyjazd na prezentację gry.
Drrrr&#8230; dzwoni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co i rusz na forach czytam, że &#8220;tym redaktorom to dobrze, tak często jeżdżą na różne wyjazdy i tyle świata zwiedzają&#8221;&#8230; w ramach cyklu odzierania rzeczywistości z fikcji (oraz ukrytej tęsknoty za tym, czego już prędko nie doświadczę) opiszę, jak wygląda może nie typowy, ale w skrajnych przypadkach taki ekstremalny wyjazd na prezentację gry.</p>
<p>Drrrr&#8230; dzwoni budzik, ledwo otwieram oko&#8230; jest jeszcze ciemno, z nienawiścią patrzę na liczby 5 i 00 przedzielone dwukropkiem. Ledwo ciepły, jeszcze ze smakiem kawy na ustach wychodzę z domu, taksówkarzowi nie chce się wyjść włożyć walizki do bagażnika. No nic, jest 5:35, jedziemy na lotnisko. Gość wiezie mnie drogą tak naokoło, jak to tylko możliwe. Docieram na miejsce, w brzuchu klasyczny niepokój przedsamolotowy. Dzwonię do znajomych dziennikarzy, którzy mają być na wyjeździe i do PRowca &#8211; wszyscy będą za 3 minutki. Chwila na obserwację lotniskowych dziwadeł, wszyscy są &#8211; leci nas czterech. Podchodzimy do okienka check-inu, chcemy siedzieć obok siebie. Nie ma problemu, ale moja podłych rozmiarów walizeczka budzi niepokój pana w okienku. Dwa razy za ciężka, musi pan ją nadać na bagaż. Wyrywam trzewiom walizy laptopa, w kieszeń wsadzam PSP. Wyglądam jak biznesmen z czymś hmmm&#8230; niepokojącym w kieszeni.</p>
<p>Mimo że zdarłem z siebie cały metal, włącznie z obrączką i paskiem (spodnie w garści oczywiście), bramka lotniskowa ciągle piszczy. Na nogach adidasy, więc chociaż oszczędzone mam chodzenie w skarpetkach tam i z powrotem. Znudzony pan funduje mi delikatny masaż, nawet przyjemnie o tej porze dnia. Zakładam na siebie całe żelastwo z powrotem, idziemy na kawę. Trochę branżowych pogaduch, mamy 20 minut do samolotu, więc siadamy przed gate&#8217;em. Przykro nam, państwa samolot opóźni się o 25 minut ze względu na trudne warunki pogodowe. To ostatnie wyrażenie przypomina mi o tym, że boję się latać samolotem. Wyglądam przez okno &#8211; o, jest OK, lecimy embraierem. W embraierze jest miejsce na nogi, a sąsiad nie przelewa się na twój fotel tak jak w boeingu.</p>
<p>Siedzimy wreszcie w środku i czekamy grzecznie na start. Znajomy dziennikarz rzuca &#8220;No wystartujmy wreszcie&#8221;. Też bym chciał, żebyśmy wystartowali, większość wypadków zdarza się przy starcie i lądowaniu, a wolałbym mieć chociaż połowę nerwów za sobą. Póki co zaczyna padać deszcz ze śniegiem, a samolot pokrywany jest pianą, żeby nie zamarzły mu ruchome elementy w locie. No wspaniale.</p>
<p>Start wbija mnie w fotel, oderwanie się od ziemi jest jak zwykle paskudne, a fakt, że wieje boczny wiatr i samolot od razu kładzie się w zakręcie, niespecjalnie mnie cieszy. Kapitan przeprasza za turbulencje, jest silny prąd strumieniowy i będzie trzęsło. Ma rację, faktycznie trzęsie całą drogę, a w pewnym momencie laptop spada mi ze stolika na kolana. Szkoda, że lecimy rano, nie wypada zamówić whisky z colą. Ludzie w samolocie podzielili się na wyluzowanych blazerów i wystraszonych pijaków. Jako wystraszony blazer nie umiem się znaleźć.</p>
<p>Lądujemy z wielkim łoskotem (tak to jest, jak wieje z boku) z godzinnym opóźnieniem, ciekawe czy zdążymy na prezentację&#8230; ale spokojnie, trzeba się uspokoić. Szybki papieros (dziennikarze okropnie palą) i już pakujemy się do taksówki. Mijamy tablicę z nazwą miasta oraz liczbą 40 przy niej. No tak, nikt nie wiedział, jak daleko jest lotnisko od stolicy. Zdążymy? Pytamy taksówkarza &#8211; zdążymy.</p>
<p>Jesteśmy na styk. Rzucamy walizki przy recepcji &#8211; czas do roboty &#8211; i pędzimy na prezentację. Młody, ale już koszmarnie spasiony koleżka z rumianą twarzą rzuca parę dość zabawnych dowcipów, sala uprzejmie się śmieje. Oglądamy intro i kawałek gameplaya jednej gry. Zapala mi się czerwona lampka &#8211; nie będzie hands-ona? Przecież miał być. Nie będzie, nie zdążyliśmy, nie było prądu, jeszcze będzie okazja. Akurat &#8211; myślę do siebie. Dobrze przynajmniej, że pokazują dzisiaj dwie gry, widziałem stanowiska do grania. Oczywiście Xboxy, na niczym innym w zasadzie nie przeprowadza się prezentacji gier multiplatformowych. Nie mam kłopotu z graniem padem w fppa, ale dziennikarz obok wyraźnie się męczy. Spisuję wrażenia na serwetce pożyczonym długopisem &#8211; taki mam przesąd, że nie biorę materiałów do robienia notatek. Na razie nieźle działa.</p>
<p>Po 40 minutach ze stanowiska przegania mnie pan z obsługi, a ja galopuję na obowiązkowe wywiady, których nie znoszę. Goście nigdy nie mówią nic więcej niż podczas prezentacji. Próbuję się dowiedzieć szczegółów dotyczących fabuły, pytam o rozwiązania gameplayowe, a wreszcie &#8211; odbiwszy się siedmiokrotnie od muru &#8220;o tym nie możemy jeszcze mówić&#8221; &#8211; odpływam w klimaty astralne. Moi rozmówcy są nieco zaskoczeni pytaniami o przyszłość serii i swoją w firmie, o kierunek (filozoficzny ma się rozumieć), jaki przyjmą w najbliższych latach, ale nie zawodzą mnie i odpowiadają jak na roboty przystało &#8211; długo i wyczerpująco, ale tak, żeby nic nie powiedzieć.</p>
<p>Przerwa na lunch, łapię jakąś bułę z miejscowym specjałem. Sądząc po minach dziennikarzy naokoło, też woleliby jakiegoś uniwersalnego kebaba, a nie silenie się na lokalne wymysły. Pochłaniam jedzenie, szybki fajek, rzut oka na zegarek &#8211; dobra, jeszcze 2 godziny grania. Siadam z padem i silnym postanowieniem, że teraz nie dam się przepędzić. Gram w miarę dobrze, przystaje przy mnie jakiś koleś ze studia. Dowiaduję się od niego dziesięć razy więcej niż ze wszystkich przeprowadzonych wywiadów &#8211; gram, a on komentuje, rzuca jakieś ciekawostki. Łypię na swoją konkurencję &#8211; o, jest, siedzi odpowiednio daleko i nie słyszy mojej rozmowy. Dobra nasza, jest materiał. Jeszcze chwila grania na luzie, jeszcze parę notatek na serwetce. Nie pamiętam od kogo pożyczyłem długopis. Trudno, zdobycz wojenna.</p>
<p>O 17-ej łapię walizkę i wsiadam razem ze wszystkimi do taksówki, jedziemy do hotelu. W karcie meldunkowej mam wpisane Germany, przekreślam zamaszyście i poprawiam na POLSKA. Warszawa to Warszawa, a nie Warschau ani Warsaw. Zresztą to i tak bez znaczenia. Omiatam wzrokiem pokoik &#8211; całkiem porządny, zaglądam do łazienki &#8211; czysto. Za 10 minut mamy spotkanie na dole, idziemy coś zjeść z naszym gospodarzem. Szybki prysznic, nowa koszulka na grzbiet i lecimy w miasto.</p>
<p>Zazwyczaj miasto składa się z jednej-dwóch ulic oraz jednej-dwóch knajp. Wszyscy się straszliwie pilnują, żeby nie powiedzieć nic, co mogłaby wykorzystać konkurencja, ale nie wszystkim się udaje. Piszę z kibla SMSa o planach konkurencji na najbliższe miesiące. W hotelu jesteśmy pod wieczór, wszyscy dość rozbawieni, ale nie ma lekko &#8211; powrót jutro rano. Kimono, rano wstaję, szybki prysznic, szybkie śniadanie, szybki przejazd taryfą na lotnisko, znowu czary z walizką. Tym razem siadłem dalej, Quentin potrzebuje tekstu szybko, czyli natychmiast. Siedzę sobie z tyłu, piszę. Osiem kilobajtów, dobra, drugą połówkę dopiszę po kawce. Kończę tekst równo z prośbą personelu samolotu o wyłączenie urządzeń elektronicznych. W południe (znowu cholera wiał wiatr!) jestem w Warszawie. Do pracy docieram przed 13-ą. Oddaję tekst, przekazuję płytę z materiałami. Piszę trzy angry maile na temat jakości materiałów, po 30 minutach dostaję lepsze arty, dwa nowe screeny i logo, tym razem nie rozpikselowane, tylko w porządnym psd-ku. Misja wykonana. Wieczorem zasypiam w fotelu przed telewizorem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/wyjazd/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>43</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bioshock 2 &#8211; recenzja na gorąco</title>
		<link>http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 23:01:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[bioshock 2]]></category>
		<category><![CDATA[rapture]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2472</guid>
		<description><![CDATA[Jeszcze nie ostygł pad, a już pędzę z recenzją bardzo wyczekiwanego przeze mnie tytułu. Bioshock 2 znakomicie kontynuuje tradycje jedynki i w moim przekonaniu jest sequelem idealnym &#8211; poprawiono w nim dokładnie to, co trzeba było poprawić, jednocześnie nie wyrzucając nic do kosza.
Zacznijmy od podstaw &#8211; tym razem gramy prototypowym Big Daddym, nazywanym Subject Delta, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeszcze nie ostygł pad, a już pędzę z recenzją bardzo wyczekiwanego przeze mnie tytułu. Bioshock 2 znakomicie kontynuuje tradycje jedynki i w moim przekonaniu jest sequelem idealnym &#8211; poprawiono w nim dokładnie to, co trzeba było poprawić, jednocześnie nie wyrzucając nic do kosza.</p>
<p>Zacznijmy od podstaw &#8211; tym razem gramy prototypowym Big Daddym, nazywanym Subject Delta, który wraca z niewiadomych (do czasu) przyczyn do Rapture, gdzie zostawił Eleonorę, Little Sister, z którą jest szczególnie związany. Nie będę wstrętnie spoilował, ale początek, rozwinięcie i zakończenie gry wymyślono dużo lepiej niż w jedynce, a ja lepiej znałem motywację bohatera, dzięki czemu znacznie bardziej chciało mi się grać i odkrywać, co jest dalej.</p>
<h2>Powrót Taty</h2>
<p>Zmiany względem jedynki? Nie fundamentalne, ale istotne. Jako Big Daddy mamy zupełnie inny arsenał niż to, co było w jedynce. Zaczynamy z wiertłem, którym można srogo przygrzać (a potem jeszcze przygrzać z rozpędu), z czasem zbiór nakładek na naszą prawą łapę powiększa się o miniguna z trzema rodzajami amunicji, karabin na nity (też trzy rodzaje ammo), wyrzutnię rakiet, strzelbę i jeszcze parę zabawek, z których najlepiej wypada narzędzie do hakowania na odległość. Upierdliwy element jedynki tym samym został wyeliminowany, nie trzeba już podbiegać do kamer, wystarczy do nich strzelić. Minigra w układanie rur, najgłupsza rzecz z pierwszego Bioshocka? Zastąpiony mega prostą grą, w której wskazówka przesuwa się wzdłuż podziałki pomalowanej na czerwono, zielono i niebiesko. Za trafianie w niebieskie pola &#8211; bonus. Dobre jest to, że hakowanie nie zatrzymuje rozgrywki, więc czasami jedną ręką strzelamy, drugą walimy plazmidami (miejscowy odpowiednik czarów), a trzecią rozgrywamy minigrę.</p>
<div id="attachment_2478" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr1.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2478" title="bio2_scr1" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Wciąż mroczno i nieprzyjemnie. Ale ładniej niż w jedynce</p></div>
<p>A właśnie, plazmidy. Nasza postać rozwija się dzięki nim, to aktywne umiejętności, nie różniące się znacząco od tych z jedynki, ale pozwalające na zróżnicowany styl rozgrywki. Najbardziej przydawało mi się jak zwykle zamrażanie (a potem headshot-headshot-headshot), ale jest też kilka świetnych, świeżych pomysłów &#8211; jak na przykład plazmid pozwalający na przywołanie helikopterków strażniczych. Po ulepszeniu plazmidu helikopterki są w wersji elitarnej oraz &#8211; słodkie &#8211; mają imiona. Najlepiej grało mi się z Matthew u boku, chociaż James też srogo siał ołowiem.</p>
<p>Poza plazmidami są też toniki, umiejętności pasywne, które pokazują Mass Effectowi 2, jak zrobić dynamiczną grę ze strzelaniem, która ma silne elementy RPG (to tak a propos dyskusji w komentarzach <a href="http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki">pod tym artykułem</a>). Toniki zmieniają styl rozgrywki, jest ich tona (podobnie jak miejsc na nie), więc można sobie ukształtować postać dokładnie tak, jak się chce. Dla mnie najważniejsze były toniki poprawiające jakość i tempo pracy Little Sisters.</p>
<h2>Nowy wymiar współpracy</h2>
<p>Bo w Bioshocku 2 z Małymi Siostrami można &#8211; a nawet trzeba &#8211; współpracować. Najpierw należy natłuc Big Daddy&#8217;ego, który chodzi razem z siostrzyczką, a potem można ją już sobie posadzić na ramię i zapytać klawiszem X, gdzie mamy się udać w celu zbezczeszczenia zwłok. Trupy do ekstrakcji ADAMu (substancji pozwalającej na modyfikacje genetyczne, w grze funkcjonuje jako waluta) leżą zazwyczaj na wielkiej, otwartej przestrzeni, więc dobrym pomysłem jest uprzednie rozstawienie wieżyczek (kolejny nowy element w dwójce). Gdy już wszystko jest gotowe, Siostra zaczyna ekstrakcję ADAMu, a zewsząd wypadają na nią hordy potworów, które musimy odeprzeć. Trudny moment, jak cała gra zresztą, ale już absolutnie najtrudniejsze jest stawienie czoła Big Sister, czyli ultralekkiej wersji Big Daddy&#8217;ego. Duże Siostry pojawiają się w charakterze bossów. I są to bossowie na tyle ciężcy, że jest achievement za pokonanie Big Sister bez odrodzenia się w Vita Chamber, miejscowym odpowiedniku checkpointu, ale pamiętającego, ile komu energii zabraliśmy.</p>
<div id="attachment_2488" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr2.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2488" title="bio2_scr2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr2-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Multi jest fajne, mapki ciasne. Ale ja bym strzelał w tę po lewej.</p></div>
<p>Wbrew pozorom mamy tu do czynienia ze znacznie doroślejszą produkcją niż pierwszy Bioshock, a skoro doroślejszą i przeznaczoną dla bardziej wysublimowanej publiki, to i poziom trudności jest odpowiednio podkręcony. Nie powiem, początkowo frustrowało mnie to, jak słaby jest Delta, ale wreszcie dotarło do mnie, że tutaj trzeba grać troszkę inaczej. Mniej melee, więcej kombinowania, mniej otwartego ataku, więcej pułapek i forteli. Niezła rzecz, przypadło mi to do gustu, bardzo. Doroślejsze są również problemy poruszane przez grę, jak również fragmenty niektórych poziomów &#8211; mnie w ziemię wbiło wesołe miasteczko, będące de facto wizytówką filozofii Rapture, i to filozofii demonstrowanej za pomocą manekinów i wielkiej mechanicznej łapy symbolizującej zewnętrzny świat. Takich miejsc i momentów jest więcej. Parę razy musimy dokonać moralnego wyboru, który wpłynie na końcówkę gry &#8211; ja szedłem ścieżką światła, ale po filmie przerywnikowym widać, że ci źli mają końcówkę rozwiązaną inaczej. Wybory te zresztą nie muszą być oczywiste. Zabić zdrajcę? Przecież to tylko tchórz. A geniusz uwięziony w pojemniku, sprowadzony do funkcji mózgu i zdający sobie sprawę z tego, w jakim koszmarze żyje? Będziemy miłosierni czy nie?</p>
<p>O technikaliach nie wypada wspominać &#8211; są lepsze niż w jedynce czyli nadal lata świetlne przed konkurencją. Do tego jeszcze uspokajająca muzyka, kontrastująca z potwornymi, nieludzkimi wrzaskami i mamy mocną (wręcz narkotyczną) wizję świata dla ludzi o mocnych nerwach. Dodam półspoilerowo, że w pewnym momencie mamy szansę obejrzeć Rapture z zupełnie innej perspektywy i jest to doświadczenie niesamowite, wyjaśniające bardzo wiele.</p>
<p>Osobna sprawa to multiplayer, zrealizowany elegancko i ciekawie, chociaż o tym, czy się w niego fajnie gra, powiem za kilka godzin rozgrywki. W każdym razie podobnie jak w Call of Duty kreujemy sobie sami tutaj klasę (oraz wygląd walczącego), a potem przenosimy się w czasy przed pierwszym Bioshockiem. Strasznie mi się podoba to, że zamiast lobby w postaci ekraników mamy&#8230; pokój naszego herosa (co więcej, jest kilkoro bohaterów do wyboru, każdy ze swoim kącikiem). Można sobie połazić w fpp, można posłuchać motywującego nagrania, obstawiam też, że co jakiś czas będą się tu pojawiały nowe elementy. A co najważniejsze: gdy już wykręcimy level 40 (kilkanaście godzin to trwa), gra raczy nas outrem, stanowiącym ponoć kapitalne wprowadzenie do pierwszego Bioshocka. Nie spocznę, póki go nie zobaczę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>41</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Demo &#8211; zbawienie czy przekleństwo</title>
		<link>http://zagraceni.pl/demo-zbawienie-czy-przeklenstwo</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/demo-zbawienie-czy-przeklenstwo#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2010 10:26:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Z innej beczki]]></category>
		<category><![CDATA[aliens vs predator]]></category>
		<category><![CDATA[bad company 2]]></category>
		<category><![CDATA[battlefield]]></category>
		<category><![CDATA[riddick]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2337</guid>
		<description><![CDATA[Fajne takie demo. Można sobie grę włączyć, odpalić, pobiegać, sprawdzić mechanikę, zastanowić się nad tym, jak będzie wyglądała pełna wersja. Lubię, gdy wychodzą dema, bo dzięki nim w siedmiu przypadkach na dziesięć napalam się na końcowy produkt. Niestety, są jeszcze pozostające trzy przypadki, i to ich właśnie jak ognia boją się wydawcy, i to nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Fajne takie demo. Można sobie grę włączyć, odpalić, pobiegać, sprawdzić mechanikę, zastanowić się nad tym, jak będzie wyglądała pełna wersja. Lubię, gdy wychodzą dema, bo dzięki nim w siedmiu przypadkach na dziesięć napalam się na końcowy produkt. Niestety, są jeszcze pozostające trzy przypadki, i to ich właśnie jak ognia boją się wydawcy, i to nie tylko słabych i średnich gier, ale nawet wielkich przebojów.</p>
<p>Wydawcy żyją w kompletnie fałszywym świecie internetowych ocen, zbieranych na metacriticu i gamerankingsach. Menedżer produktu, a takim produktem jest gra komputerowa, nie jest rozliczany tylko z wyniku finansowego, ale w pierwszym etapie (przed premierą gry) ze średniej ocen w internecie. To podejście firm produkujących gry wytwarza wokół siebie cały patologiczny system, z exclusive reviewsami na parę dni przed całą konkurencją (ale ocena minimum 9/10 wtedy) oraz całą resztą innych mechanizmów, o których kiedy indziej.</p>
<p>Czemu więc o tym piszę teraz? Bo nieprzemyślane demo może tę średnią zakłócić. Demo zazwyczaj wychodzi przed premierą gry i stanowi jej wizytówkę, na podstawie której armia blogerów i całkiem sporo recenzentów wyrabia sobie opinię o finalnym produkcie. Efekt jest taki, że na podstawie demka robi się preview gry, w którym się kwęka, że to niefajne, tamto sztywne, no a tamto to miejmy nadzieję poprawią. Po co to menedżerowi produktu? Po nic. On sobie hype zapewni innymi sposobami, dopuszczając chociażby do wersji przedpremierowej tylko dziennikarzy, do tego dziennikarzy grami zajaranych, a nie dziennikarzy-malkontentów (bardzo łatwo ich tak pokategoryzować).</p>
<p>Źle przygotowane demo potrafi bowiem zarżnąć produkt. Sam się zastanawiałem długo, czy jest sens grać w xboxowego Riddicka, bo demo było żenujące &#8211; miało nieprzyjemnie ustawione sterowanie (trzeba się było grzebać w opcjach), a na dodatek pokazywało tak oderwany od wszystkiego fragment gry, że człowiek nie wiedział o co chodzi. We właściwej grze, zanim zasiądziemy za sterami jednego z cyborgów, pokonujemy ich całe legiony, poznajemy ich zwyczaje, uczymy się nienawiści do nich. A gdy wreszcie możemy jednego poprowadzić, ekscytacja sięga zenitu. Ale w demie wszystko było jak na dłoni. Szkoda Riddicka, bo to dobra gra, zastrzelona przez swoje własne demo.</p>
<p>Mam nadzieję, że nie będzie tak w wypadku nowego Battlefielda, chociaż tutaj jest głębszy casus, jak na mój wyczulony na spiski nos. Mianowicie na konsolach mamy znakomite, wysadzające z butów demo, śmigające, lśniące i fantastyczne. A na pecetach mamy tę samą mapę, ale całość nie nazywa się demo, tylko beta, a różnica polega na tym, że nie da się w to grać. Wykorzystanie procesora karty graficznej zatrzymuje się na 40 procentach i nie chce iść wyżej, są bugi, które wyeliminowano już w becie na PS3 kilka miesięcy temu, ludzie narzekają na potworny lag myszki&#8230; nie wiem czy ktoś w EA tak chciał, ale efekt jest moim zdaniem biznesowo świetny, przynajmniej w moim przypadku &#8211; odechciało mi się grać na pececie i będę w ten tytuł grał na konsoli. </p>
<p>Z kolei w Aliens vs Predator odechciało mi się grać w ogóle, tutaj problem jest na poziomie absolutnie podstawowym &#8211; po wyjściu demka przez pół dnia opętańczego klikania w tryb gry sieciowej, nie dało się znaleźć partnerów do rozgrywki. Czyli techniczny bubel. Wiele osób miało tak samo jak ja &#8211; gdy wreszcie się połączyły z hostem, nie chciało już im się grać i widziały tylko wady.</p>
<p>Zabawne jest to, że najlepsze gry w ogóle nie mają wersji demonstracyjnych, tak na wszelki wypadek, albo ich demka pojawiają się grubo po premierze &#8211; jak choćby Uncharted 2, demo wyszło jakieś dwa tygodnie temu. I sądząc po komentarzach po przedpremierowym demie Heavy Raina, była to świetna decyzja. HR wzbudził już bowiem sporo złych emocji, a to je właśnie najbardziej widać w internecie. I to one potem odbijają się na średniej na gamerankingu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/demo-zbawienie-czy-przeklenstwo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>58</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
