<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Zagraceni.pl - Blog graczy po 30-ce</title>
	<atom:link href="http://zagraceni.pl/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://zagraceni.pl</link>
	<description>Tak dużo gier, tak mało czasu. Blog graczy po 30-ce.</description>
	<lastBuildDate>Wed, 03 Mar 2010 17:40:03 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Microsoft i krótki komiks</title>
		<link>http://zagraceni.pl/microsoft-i-krotki-komiks</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/microsoft-i-krotki-komiks#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 03 Mar 2010 17:40:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[kontrakcja]]></category>
		<category><![CDATA[wewantlive]]></category>
		<category><![CDATA[xbox live]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2604</guid>
		<description><![CDATA[Dzisiaj zamiast zwyczajowego wpisu posłużę się wyłącznie obrazkami przygotowywanymi na forum serwisu polygamia.pl, pojawiającymi się w znacznie większych ilościach w tym wątku.


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Dzisiaj zamiast zwyczajowego wpisu posłużę się wyłącznie obrazkami przygotowywanymi na forum serwisu polygamia.pl, pojawiającymi się w znacznie większych ilościach w <a href="http://forum.polygamia.pl/index.php/topic,3735.2800.html">tym </a>wątku.</p>
<p><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja11.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2607" title="POLAND BUDGET" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja11.jpg" alt="" width="512" height="391" /></a><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja15.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2608" title="kontrakcja15" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja15.jpg" alt="" width="500" height="425" /></a><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja2.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2609" title="kontrakcja2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja2.jpg" alt="" width="626" height="886" /></a><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja3.jpg"></a></p>
<p><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja3.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-2610" title="kontrakcja3" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/03/kontrakcja3.jpg" alt="" width="480" height="640" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/microsoft-i-krotki-komiks/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bayonetta, czyli Cubi spotyka obcych</title>
		<link>http://zagraceni.pl/bayonetta-czyli-cubi-spotyka-obcych</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/bayonetta-czyli-cubi-spotyka-obcych#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 11:17:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[Pierwszy ogień]]></category>
		<category><![CDATA[bayonetta]]></category>
		<category><![CDATA[conker]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2585</guid>
		<description><![CDATA[Istnieją takie gry, które odrzucają mnie od pierwszych sekund, choćby branżowa prasa i moi grający znajomi piali z zachwytu nad skomplikowanym, przemyślanym gameplayem i cudownym klimatem. Pierwszym takim tytułem był Conker na pierwszego Xboxa, którego nieopatrznie wziąłem od Gulasha do recenzji i dzień później z podwiniętym ogonem przyznałem, że kompletnie się do recenzowania tej gry [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Istnieją takie gry, które odrzucają mnie od pierwszych sekund, choćby branżowa prasa i moi grający znajomi piali z zachwytu nad skomplikowanym, przemyślanym gameplayem i cudownym klimatem. Pierwszym takim tytułem był Conker na pierwszego Xboxa, którego nieopatrznie wziąłem od Gulasha do recenzji i dzień później z podwiniętym ogonem przyznałem, że kompletnie się do recenzowania tej gry nie nadaję, ponieważ nie jestem w stanie w nią grać.</p>
<p>Do tego dotychczas jednoelementowego zbioru dwa tygodnie temu dołączyła Bayonetta, podobno cudowna kwintesencja japońskości. Opowieść o wiedźmie z nieproporcjonalnie małą głową (lub nieproporcjonalnie długim korpusem i nogami, zależy jak kto patrzy) zaczyna się dość dziwacznie, ale jeszcze byłem w stanie to jakoś przełknąć: dwie panie leją tłumy aniołów, stojąc na spadającej w nieskończoną przepaść wieży zegarowej, a jednocześnie spoza kadru jakiś gość basowym głosem przemawia. Niestety nie wiem o czym mówił, bo byłem zajęty laniem aniołów, ale jak rozumiem to było intro. Scenki przerywnikowe na szczęście można było przewinąć, co natychmiast uczyniłem, gnany przeczuciem, że nie będzie dobrze po tej całej spadającej wieży.</p>
<p>Nie pomyliłem się. Nie było dobrze. Obcowanie z Bayonettą przypomina w pierwszej chwili zlepek kilku koszmarów sennych &#8211; dziś na przykład śniło mi się, że na Placu Defilad zbudowano sztuczny stok narciarski, z którego zjeżdżałem i się wywróciłem. To jest ten rodzaj abstrakcji, jaki proponuje Bayonetta. Dlatego też grając w tę grę czułem się, jakbym wylądował na nieznanej planecie i natknął się na gromadkę żywych istot, z którymi nie umiałem się porozumieć. Totalna konfuzja.</p>
<div id="attachment_2596" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bayonetta_scr.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2596" title="bayonetta_scr" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bayonetta_scr-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Obstawiam, że na tym etapie leci Hey Jude Beatlesów</p></div>
<p>Doceniam już na pierwszy rzut oka niesamowicie dopracowany system walki z paroma śmiesznymi pomysłami (jak choćby stawanie na rękach i strzelanie z rewolwerów przytwierdzonych do bayonettowych obcasów &#8211; oczywiście dziewczyna przyjmuje tak akrobatyczne pozy, jak to tylko możliwe). Walki wyglądają na chaotyczne, ale tak naprawdę są głęboko taktyczne, chociaż jak na mój gust przeciwnicy są za duzi, a Bayonetta za mała i zbyt często ginie w tłumie. Doceniłbym to, przetrwałbym pierwszy etap prologu, naprawdę. Ale niestety mam wrażliwe ucho. Bayonetta powaliła mnie na ziemię dziwactwem ostatecznym, a był to element soundtracku. Otóż do krwawej rzeźni dziejącej się na ekranie japoński producent postanowił dobrać piosenkę (z wokalem) &#8220;Fly me to the Moon&#8221; Sinatry w jappopowym wykonaniu jakiegoś bezgłosia. Rozważałem przez chwilę popełnienie samobójstwa po usłyszeniu tego kawałka, ale ostatecznie wyłączyłem konsolę.</p>
<p>I tak się moja przygoda z Bayonettą raz na zawsze skończyła.</p>
<h5>Autor posiada niezbędne do obcowania z japońskimi grami doświadczenie w postaci ukończenia nie tylko Final Fantasy X, ale nawet Final Fantasy X-2.</h5>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/bayonetta-czyli-cubi-spotyka-obcych/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>31</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kierownica to za mało</title>
		<link>http://zagraceni.pl/kierownica-to-za-malo</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/kierownica-to-za-malo#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 23:22:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Hardware]]></category>
		<category><![CDATA[fanatec]]></category>
		<category><![CDATA[forza3]]></category>
		<category><![CDATA[kierownica]]></category>
		<category><![CDATA[porsche]]></category>
		<category><![CDATA[xbox360]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2542</guid>
		<description><![CDATA[Ręka do góry kto z braci konsolowców ma między telewizorem a kanapą ustawione biurko lub stół sięgający przynajmniej do poziomu waszego przyrodzenia? Zapewne niewielu. Niska ława lub stolik kawowy to chyba standard tam gdzie wygodnie oglądamy telewizję lub ciśniemy na konsolach. Dlatego dzisiaj o sprzęcie, który z tego właśnie powodu przemknął szybko przez moje mieszkanie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ręka do góry kto z braci konsolowców ma między telewizorem a kanapą ustawione biurko lub stół sięgający przynajmniej do poziomu waszego przyrodzenia? Zapewne niewielu. Niska ława lub stolik kawowy to chyba standard tam gdzie wygodnie oglądamy telewizję lub ciśniemy na konsolach. Dlatego dzisiaj o sprzęcie, który z tego właśnie powodu przemknął szybko przez moje mieszkanie, mniej więcej w takim tempie jak bryczki, którymi miał sterować.</p>
<p>Dzięki uprzejmości ludzi związanych z Xboxem miałem okazję chwycić bowiem w łapska kierownicę  <strong>Fanatec Porsche 911 Turbo Wheel</strong>. Niech jednak nazwa mojej konsoli nie będzie płachtą na byka dla posiadaczy innych sprzętów &#8211; model który testowałem jest jak najbardziej mulitplatformowy i jak wynika z dołączonej ulotki, może być używany także z PS3 i PC-em.</p>
<p>I w tym miejscu powinien pojawić się fachowy i szczegółowy opis sprzętu i moich wrażeń ze wszelakich konfiguracji i przejazdów, do czego jednak nie czuję się kompetentny. Dlaczego? Powody są dwa:</p>
<p>Po pierwsze, za specjalnego fachowca na tym polu się nie uważam. Owszem, lubię samochodówki, grywam w nie często i objeżdżam większość nowości, korzystając z własnej firmowej kierownicy Microsfotu, o <span style="text-decoration: underline;"><a title="kierownica xbox 360 recenzja" href="http://zagraceni.pl/kierownica-do-xbox360" target="_blank">której pisałem na naszym blogu</a></span> w maju ubiegłego roku. Ciężko mi jednak porównywać modele i szczerze mówiąc nie potrafię obiektywnie recenzować takiego sprzętu. Jestem zwykłym rekreacyjnym graczem konsolowym. I tu przechodzimy do drugiego powodu, dla którego za długo z produktem firmowanym przez Porsche się nie zabawiłem. Okazało się, że kierownica to za mało.</p>
<p>Powiedzmy to sobie szczerze i wprost &#8211; <strong>kupno takiego sprzętu bez dedykowanego (!) stelaża lub całego fotelu rajdowego do grania nie ma sensu</strong>. Owszem, może ktoś z was przykręci to do biurka, na którym postawi telewizor, lub przemebluje mieszkanie tak, aby między kanapą a telewizorem znajdował się obiekt, który:</p>
<p>- zapewni stabilne trzymanie dla kolumny kierownicy</p>
<p>- zapewni stabilne oparcie dla podstawy z pedałami</p>
<p>- pozwoli wam wygodnie się w to wszystko wpasować</p>
<p>Ja z tym miałem problemu. Śledzony czujnym okiem żony, odpowiedzialnej za urządzenie naszego gniazdka zacząłem rozglądać się za odpowiednim sprzętem. Difoltowa kawa-ława odpadła w przedbiegach ze względu za zbyt szeroką belkę boczną. Zabytkowa maszyna do szycia odziedziczona po babci Kasi  nie wchodziła w grę z wiadomych przyczyn. Blat przy którym pracuję mam przykręcony na stałe do ściany w drugim pokoju. W końcu padło na cherlawy, minimalistyczny stolik nocny z sypialni.</p>
<p>I tu wypada przejść do krótkiego opisu samego produktu, który zasługuje na pewno na więcej niż opinia zmęczonego półgodzinnym montażem wyścigowego dyletanta. Kierownica wykonana jest bardzo solidnie i nie bez powodu Porsche pozwoliło umieścić swój symbol na samym środku obszytego skórą kółka. Oprócz niego w komplecie dostajemy podstawę, na której lśnią wykończone na srebrno pedały. A konkretnie trzy &#8211; sprzęgło, hamulec i długi, odchylony fachowo w prawo gaz. Szyk i styl, gruby lans.</p>
<p>Wisienką na torcie są dwie, mocowane alternatywnie przekładnie biegów &#8211; klasyczny manual (sześć przełożeń do przodu i wsteczny) oraz sekwencja. Oczywiście pod kierownicą mamy również dwie łopatki do zmiany biegów bez odrywania rąk od kółka.</p>
<p>Podstawy obu gałek zewnętrznych montowane są do kolumny kierownicy na dwóch wysuwanych prętach. Nie jest to rozwiązanie idealne. Naturalnym konkurentem tego sprzętu jest Logitech G25, który proponuje przykręcenie przekładni biegów do stołu, niezależnie od kierownicy. Mamy taki zestaw w pracy i muszę przyznać, że takie rozwiązanie bardziej mnie przekonuje. Ale podkreślam jeszcze raz &#8211; moje odczucia z korzystania z gałki ręcznej zmiany biegów były mocno nadwyrężone tym, że całość sprzętu nie trzymała się zbyt dobrze żadnego solidnego oparcia. Przy gwałtownych ruchach dźwignią przesuwałem cały stolik z kierownicą i na dłuższą metę zabawa w wyścigi nie sprawiła mi na tym sprzęcie przyjemności. Sprawę pogarszał pedał hamulca, który miał opór znany zapewne tylko kierowcom TIRa, przez co cała podstawa jeździła po parkiecie przy każdym mocniejszym dohamowaniu.</p>
<p>Zadania nie ułatwiał mi fakt, że producent postanowił zrobić sprzęt multiplatformowy. Owszem, po podłączeniu do Xboxa na guzikach zapalają się znane nam literki AB XY a dolne ramię kierownicy ma coś w rodzaju D-Pada, ale nie jest to szczególnie intuicyjne. Kwestia przyzwyczajenia zapewne. Inna sprawa, że Forza 3 &#8211; najlepszy symulator wyścigowy na X360 nie ma niestety dedykowanego profilu sprzętowego do tego kółka i musiałem chwilę poeksperymentować aby na przykład zmieniać biegi wrzucając faktycznie sprzęgło.</p>
<p>Wszystkie te niedogodności i trudy konfiguracji wynagradza sama jazda. Kierownica znakomicie przenosi fizykę auta na ręce, force feedback pracuje bez zarzutu a sam fakt możliwości tradycyjnej zmiany biegów daje dużo frajdy. Nie mówiąc o frajdzie, jaką sprawia w grze w trybie symulacji uszkodzeń rozwalenie skrzyni dzięki redukcji z piątki na jedynkę&#8230; Oczywiście, każdy kto będzie chciał wykręcić dobry czas da sobie spokój z pełnym manualem, ale na osobach postronnych robi to naprawdę wrażenie i może zachęcić do zabawy ze ścigałkami na dużym ekranie.</p>
<p>Ja póki co nie mam warunków aby gdzieś w okolicy mojej kanapy upchać dedykowany kierownicy Fanateca stelaż. Nawet gdybym wyłuskał na tą okazję 100 euro, to i tak sam fakt trzymania gdzieś w domu i rozkładania tej kupy żelastwa nie brzmi zachęcająco. Albo aż takim fanem wyścigów nie jestem.</p>
<p>I tu wychodzi największa zaleta firmowej kierownicy Microsoftu. Mimo że przy lśniącym i pachnącym skórą modelu od Porsche  plastikowe kółko wuja Billa wygląda jak ubogi krewny ze wsi, bije go na głowę przystępnością i łatwością użycia. Kierownica wygodnie i stabilnie spoczywa na udach, oferuje znane z pada guziki, pedały chodzą lekko, a zewnętrzna obudowa znajduje oparcie na piętach i trzyma całość na miejscu. Zapewne znawcy tematu wypunktują ją i znokautują na każdym innym parametrze, co jednak nie zmienia faktu, że nawet gdybym nie musiał zwracać testowego modelu, to i tak nie miałbym motywacji żeby wyciągnąć go ponownie z pudła.</p>
<p>A przynajmniej do dnia, kiedy stać mnie będzie na wielki dom, wielki pokój do gier i wielki fotel rajdowy do zabawy w wyścigi. Póki co zostaję przy sprzęcie dla mniej wymagających&#8230;</p>
<div id="attachment_2550" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-11.jpg"><img class="size-full wp-image-2550 " title="fanatec 1" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-11.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Z pozdrowieniami od Porsche - komplet po wyjęciu z pudełka</p></div>
<p style="text-align: center;">
<div id="attachment_2553" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-2.jpg"><img class="size-full wp-image-2553 " title="fanatec 2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-2.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Po długich poszukiwaniach egzamin na podstawę zdał stolik nocny. Z oceną &quot;mierna&quot;</p></div>
<div id="attachment_2555" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-3.jpg"><img class="size-full wp-image-2555" title="fanatec 3" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-3.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Zestaw gotowy do jazdy</p></div>
<div id="attachment_2556" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-4.jpg"><img class="size-full wp-image-2556" title="fanatec 4" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-4.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Prawie jak Xbox... Mogę tylko zgadywać, że po sparowaniu z PS3 po prawej stronie pojawią się kółka i krzyżyki</p></div>
<div id="attachment_2557" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-5.jpg"><img class="size-full wp-image-2557" title="fanatec 5" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-5.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Oglądaliście Adama? Nie Małysza, Słodowego. No to dacie radę. W razie czego producent daje wymiar na przycięcie dziur w szafce na buty z której zbudujemy własne Porsche. </p></div>
<div id="attachment_2558" class="wp-caption aligncenter" style="width: 610px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-6.jpg"><img class="size-full wp-image-2558" title="fanatec 6" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/fanatec-6.jpg" alt="" width="600" height="337" /></a><p class="wp-caption-text">Pedały błyszczały. Musiałem na koniec zrobić zbliżenie.</p></div>
<p>PS. <span style="text-decoration: underline;"><strong><a title="fanatec" href="http://www.fanatec.de/webshop/new_eu/index.php?cPath=29" target="_blank">Pod tym linkiem</a></strong></span> dowiecie się jak dobrze dołożyć do tego co powyżej 99 EUR  (lub 999 EUR w opcji dla prawdziwych Fanateców &#8230;)</p>
<p>massca</p>
<div id="_mcePaste" style="overflow: hidden; position: absolute; left: -10000px; top: 0px; width: 1px; height: 1px;">
<h4 class="post_title">Fanatec Porsche 911 Turbo Wheel</h4>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/kierownica-to-za-malo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>48</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jak dobrze NIE być recenzentem&#8230;</title>
		<link>http://zagraceni.pl/jak-dobrze-nie-byc-recenzentem</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/jak-dobrze-nie-byc-recenzentem#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Feb 2010 10:10:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Po godzinach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2521</guid>
		<description><![CDATA[Cubituss zgarnął pierwszy wszystkie najciekawsze premiery ostatnich tygodni, zagrał, skończył, opisał na blogu, w między czasie zmienił pracę i na ostatnią chwilę skoczył jeszcze na wakacje. Ten to ma życie&#8230;. Ja tym czasem ugrzązłem  od nowego roku po szyję w robocie i powoli dopiero zaczynam się ogarniać, nadrabiając zaległości również w graniu.
Ale nie narzekam. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Cubituss zgarnął pierwszy wszystkie najciekawsze premiery ostatnich tygodni, zagrał, skończył, opisał na blogu, w między czasie zmienił pracę i na ostatnią chwilę skoczył jeszcze na wakacje. Ten to ma życie&#8230;. Ja tym czasem ugrzązłem  od nowego roku po szyję w robocie i powoli dopiero zaczynam się ogarniać, nadrabiając zaległości również w graniu.</p>
<p>Ale nie narzekam. Od trzech wieczorów delektuję się powolutku nowym Bioshockiem. Muszę przyznać rację Kubie, który <span style="text-decoration: underline;"><a title="Bioshock 2 recenzja Zagraceni.pl" href="http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco" target="_blank">podsumował grę tydzień temu</a></span> &#8211; dwójka jest naprawdę wyśmienitą produkcją. Taką dokładnie jak lubię. Dopracowaną w każdym szczególe, sprawiającą że macam wzrokiem wszystkie ściany, wsłuchuję się w odgłosy pomieszczeń, śledzę z zaciekawieniem fabułę &#8211; jednym słowem CHŁONĘ grę wszystkimi dostępnymi zmysłami.</p>
<p>I naszła mnie taka filozoficzna myśl, którą widzicie w tytule tego wpisu. Cieszę się, że nie jestem recenzentem. Cieszę się, że nie muszę skończyć &#8220;na wczoraj&#8221;  Bioshocka. Cieszę się, że grając nie muszę robić w głowie notatek wg. schematu &#8220;grafika/muzyka/gejmplej&#8221;. Miałem okazję dwa razy pisać o grach w życiu za pieniądze i powiem szczerze, że z przyjemnością z tego zrezygnowałem. Jeśli chodzi o gry, nie radzę sobie psychicznie z presją terminów, oczekiwań i przymusem do grania w to, a nie w co innego. Pewnie, że skoro gram i piszę, to czemu nie zarobić na tym pieniędzy, jeśli znajdzie się chętny do płacenia lub przynajmniej dostarczania gier za friko. Ale jednak dziękuję.</p>
<p>Gry to dla mnie przyjemność tak duża i ważna, że nie sprzedam jej za parę miedziaków. Lubię swoje tempo, lubię przerwać w połowie i wziąć się za co innego, lubię pomaksować calaczka albo nieśpiesznie pobłąkać się po serwerach multi. Obserwuję czasami znajomych dziennikarzy lub czytam ich recenzje i widzę &#8220;syndrom deadline&#8217;u&#8221;. Przejść grę szybko, po łebkach, wyrobić sobie zdanie po pierwszym kwadransie, zaliczyć, opisać, zapomnieć. Następna w kolejce, a naczelny czeka, wydawca chrząka, impreza sponsorowana zobowiązuje&#8230;</p>
<p>Jakiś morał?</p>
<p>Są tacy, którzy twierdzą że najlepiej w życiu robić to co się lubi i jeszcze dostawać za to pieniądze. Ja twierdzę, że lepiej robić dobrze to za co się dostaje pieniądze, a wydawać je na to co się lubi. Jeśli ktoś szczerze potrafi połączyć zajawkę z dobrą robotą i ma satysfakcję &#8211; nie ma problemu, po za tym  jest wiele profesji, których wykonywać się nie da bez prawdziwej pasji. Ale bardzo często próba przekucia na monetę naszego ulubionego hobby kończy się zobojętnieniem, frustracją i znudzeniem wobec takowego.  A na to- dla mnie przynajmniej &#8211; gry video są zbyt cenne&#8230;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/jak-dobrze-nie-byc-recenzentem/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>32</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Efekt masy</title>
		<link>http://zagraceni.pl/efekt-masy</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/efekt-masy#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 14 Feb 2010 17:02:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>massca</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[RPG]]></category>
		<category><![CDATA[mass effect]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2508</guid>
		<description><![CDATA[No i uległem. Efekt masy czyli zagrałem w coś,  czego od dwóch lat jak mam X360 grać nie planowałem. Oprzeć się jednak było ciężko &#8211; pracując wśród fanatyków gier narażony byłem od paru tygodni na intensywną dawkę indoktrynacji. Oczywiście chodzi o Mass Effect 2,  którego zrecenzować zdążył już u nas na blogu Cubituss.
Czemu sam do [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i uległem. Efekt masy czyli zagrałem w coś,  czego od dwóch lat jak mam X360 grać nie planowałem. Oprzeć się jednak było ciężko &#8211; pracując wśród fanatyków gier narażony byłem od paru tygodni na intensywną dawkę indoktrynacji. Oczywiście chodzi o Mass Effect 2,  którego <span style="text-decoration: underline;"><a title="mass effect 2 recenzja zagraceni" href="http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki" target="_blank">zrecenzować zdążył już u nas na blogu Cubituss</a>.</span></p>
<p>Czemu sam do tej pory nie przetestowałem tej pozycji? Po pierwsze nie przepadam za RPGami, w czym utwierdziła mnie przygoda z Falloutem 3. Gra na początku wydawała się naprawdę zajebista, głównie przez plastykę kreowanego świata postapokaliptycznej, wszechogarniającej beznadziejności, ale z czasem odrzuciła mnie sztuczność zachowań bohaterów gry i drewniane animacje podczas interakcji z nimi. &#8220;Zabiłeś mojego ojca&#8221; informuje mnie manekin z kamienną twarzą po czym robi w tył zwrot i odchodzi. Nie tego oczekuję od gry, której osią ma być fabuła.</p>
<p>Po drugie, z reguły trzymam się z daleka od gier z półki S-F. Owego &#8220;science&#8221; jest w nich niewiele, a &#8220;fiction&#8221; to zwykle naiwna, infantylna bajka dla przyszłych gimnazjalistów.</p>
<p>I właśnie dlatego Mass Effect (pierwsza część) przyjemnie mnie zaskoczył. Jak suto zastawiony stół dostajemy do konsumpcji złożoną, sensowną, logiczną wizję przyszłości naszej cywilizacji wkomponowaną w odległe podróże galaktyczne, inne żywe i sztuczne rasy zamieszkujące wszechświat, zależności między nimi, konflikty, itd. Oczywiście zagłębianie się w szczegóły wymaga od gracza wiele czasu poświęconego na czytanie gigantycznej ilości tekstów, opisów i definicji, ale jeśli ktoś lubi taką wczówkę, będzie w siódmym niebie.</p>
<p>Również przerywniki fabularne zrobione są z troską o najmniejsze detale i po kilku misjach pobocznych, które niosą ze sobą niewiele ładunku emocjonalnego, z przyjemnością skupiłem się na głównej opowieści o komandorze Shepardzie.</p>
<p>Nie będę rozpisywał się o tej grze, bo jestem beznadziejnie spóźniony o całą jedną generację i zdaję sobie sprawę, że hardkorowi fani jedynki mają już skończone przynajmniej pierwsze przejście w dwójce, której ja nawet jeszcze nie nabyłem. No ale może się zdarzyć, że ktoś z czytających tego bloga nie skonsumował jeszcze pierwszego dania, do czego gorąco zachęcam.</p>
<p>I tutaj ciekawostka &#8211; niemal każdy, kogo pytałem o opinię dwa tygodnie temu, podczas premiery ME2 radził mi to samo: &#8220;zagraj najpierw w jedynkę&#8221;. Zagrałem i muszę przyznać : chłopaki z BioWare rozegrali to idealnie. Końcówka jedynki to wręcz zapowiedź i zaproszenie do dwójki, możliwość przeniesienia stworzonego przez siebie i swoją grę bohatera do następnej części plus całkiem przyzwoity ładunek emocji sprawia, że ci którzy grali w pierwszą część w dniu premiery polecieli po drugą, a tacy jak ja &#8211; sięgneli masowo po jedynkę. Co jak widać na zamieszczonym wyżej obrazku z game.co.uk (&#8220;out of stock&#8221;) &#8211; mogło być zadaniem niełatwym&#8230; Pozostaje pogratulować &#8211; no i czekać na część trzecią!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/efekt-masy/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>17</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyjazd</title>
		<link>http://zagraceni.pl/wyjazd</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/wyjazd#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 11 Feb 2010 09:20:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Z innej beczki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2502</guid>
		<description><![CDATA[Co i rusz na forach czytam, że &#8220;tym redaktorom to dobrze, tak często jeżdżą na różne wyjazdy i tyle świata zwiedzają&#8221;&#8230; w ramach cyklu odzierania rzeczywistości z fikcji (oraz ukrytej tęsknoty za tym, czego już prędko nie doświadczę) opiszę, jak wygląda może nie typowy, ale w skrajnych przypadkach taki ekstremalny wyjazd na prezentację gry.
Drrrr&#8230; dzwoni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Co i rusz na forach czytam, że &#8220;tym redaktorom to dobrze, tak często jeżdżą na różne wyjazdy i tyle świata zwiedzają&#8221;&#8230; w ramach cyklu odzierania rzeczywistości z fikcji (oraz ukrytej tęsknoty za tym, czego już prędko nie doświadczę) opiszę, jak wygląda może nie typowy, ale w skrajnych przypadkach taki ekstremalny wyjazd na prezentację gry.</p>
<p>Drrrr&#8230; dzwoni budzik, ledwo otwieram oko&#8230; jest jeszcze ciemno, z nienawiścią patrzę na liczby 5 i 00 przedzielone dwukropkiem. Ledwo ciepły, jeszcze ze smakiem kawy na ustach wychodzę z domu, taksówkarzowi nie chce się wyjść włożyć walizki do bagażnika. No nic, jest 5:35, jedziemy na lotnisko. Gość wiezie mnie drogą tak naokoło, jak to tylko możliwe. Docieram na miejsce, w brzuchu klasyczny niepokój przedsamolotowy. Dzwonię do znajomych dziennikarzy, którzy mają być na wyjeździe i do PRowca &#8211; wszyscy będą za 3 minutki. Chwila na obserwację lotniskowych dziwadeł, wszyscy są &#8211; leci nas czterech. Podchodzimy do okienka check-inu, chcemy siedzieć obok siebie. Nie ma problemu, ale moja podłych rozmiarów walizeczka budzi niepokój pana w okienku. Dwa razy za ciężka, musi pan ją nadać na bagaż. Wyrywam trzewiom walizy laptopa, w kieszeń wsadzam PSP. Wyglądam jak biznesmen z czymś hmmm&#8230; niepokojącym w kieszeni.</p>
<p>Mimo że zdarłem z siebie cały metal, włącznie z obrączką i paskiem (spodnie w garści oczywiście), bramka lotniskowa ciągle piszczy. Na nogach adidasy, więc chociaż oszczędzone mam chodzenie w skarpetkach tam i z powrotem. Znudzony pan funduje mi delikatny masaż, nawet przyjemnie o tej porze dnia. Zakładam na siebie całe żelastwo z powrotem, idziemy na kawę. Trochę branżowych pogaduch, mamy 20 minut do samolotu, więc siadamy przed gate&#8217;em. Przykro nam, państwa samolot opóźni się o 25 minut ze względu na trudne warunki pogodowe. To ostatnie wyrażenie przypomina mi o tym, że boję się latać samolotem. Wyglądam przez okno &#8211; o, jest OK, lecimy embraierem. W embraierze jest miejsce na nogi, a sąsiad nie przelewa się na twój fotel tak jak w boeingu.</p>
<p>Siedzimy wreszcie w środku i czekamy grzecznie na start. Znajomy dziennikarz rzuca &#8220;No wystartujmy wreszcie&#8221;. Też bym chciał, żebyśmy wystartowali, większość wypadków zdarza się przy starcie i lądowaniu, a wolałbym mieć chociaż połowę nerwów za sobą. Póki co zaczyna padać deszcz ze śniegiem, a samolot pokrywany jest pianą, żeby nie zamarzły mu ruchome elementy w locie. No wspaniale.</p>
<p>Start wbija mnie w fotel, oderwanie się od ziemi jest jak zwykle paskudne, a fakt, że wieje boczny wiatr i samolot od razu kładzie się w zakręcie, niespecjalnie mnie cieszy. Kapitan przeprasza za turbulencje, jest silny prąd strumieniowy i będzie trzęsło. Ma rację, faktycznie trzęsie całą drogę, a w pewnym momencie laptop spada mi ze stolika na kolana. Szkoda, że lecimy rano, nie wypada zamówić whisky z colą. Ludzie w samolocie podzielili się na wyluzowanych blazerów i wystraszonych pijaków. Jako wystraszony blazer nie umiem się znaleźć.</p>
<p>Lądujemy z wielkim łoskotem (tak to jest, jak wieje z boku) z godzinnym opóźnieniem, ciekawe czy zdążymy na prezentację&#8230; ale spokojnie, trzeba się uspokoić. Szybki papieros (dziennikarze okropnie palą) i już pakujemy się do taksówki. Mijamy tablicę z nazwą miasta oraz liczbą 40 przy niej. No tak, nikt nie wiedział, jak daleko jest lotnisko od stolicy. Zdążymy? Pytamy taksówkarza &#8211; zdążymy.</p>
<p>Jesteśmy na styk. Rzucamy walizki przy recepcji &#8211; czas do roboty &#8211; i pędzimy na prezentację. Młody, ale już koszmarnie spasiony koleżka z rumianą twarzą rzuca parę dość zabawnych dowcipów, sala uprzejmie się śmieje. Oglądamy intro i kawałek gameplaya jednej gry. Zapala mi się czerwona lampka &#8211; nie będzie hands-ona? Przecież miał być. Nie będzie, nie zdążyliśmy, nie było prądu, jeszcze będzie okazja. Akurat &#8211; myślę do siebie. Dobrze przynajmniej, że pokazują dzisiaj dwie gry, widziałem stanowiska do grania. Oczywiście Xboxy, na niczym innym w zasadzie nie przeprowadza się prezentacji gier multiplatformowych. Nie mam kłopotu z graniem padem w fppa, ale dziennikarz obok wyraźnie się męczy. Spisuję wrażenia na serwetce pożyczonym długopisem &#8211; taki mam przesąd, że nie biorę materiałów do robienia notatek. Na razie nieźle działa.</p>
<p>Po 40 minutach ze stanowiska przegania mnie pan z obsługi, a ja galopuję na obowiązkowe wywiady, których nie znoszę. Goście nigdy nie mówią nic więcej niż podczas prezentacji. Próbuję się dowiedzieć szczegółów dotyczących fabuły, pytam o rozwiązania gameplayowe, a wreszcie &#8211; odbiwszy się siedmiokrotnie od muru &#8220;o tym nie możemy jeszcze mówić&#8221; &#8211; odpływam w klimaty astralne. Moi rozmówcy są nieco zaskoczeni pytaniami o przyszłość serii i swoją w firmie, o kierunek (filozoficzny ma się rozumieć), jaki przyjmą w najbliższych latach, ale nie zawodzą mnie i odpowiadają jak na roboty przystało &#8211; długo i wyczerpująco, ale tak, żeby nic nie powiedzieć.</p>
<p>Przerwa na lunch, łapię jakąś bułę z miejscowym specjałem. Sądząc po minach dziennikarzy naokoło, też woleliby jakiegoś uniwersalnego kebaba, a nie silenie się na lokalne wymysły. Pochłaniam jedzenie, szybki fajek, rzut oka na zegarek &#8211; dobra, jeszcze 2 godziny grania. Siadam z padem i silnym postanowieniem, że teraz nie dam się przepędzić. Gram w miarę dobrze, przystaje przy mnie jakiś koleś ze studia. Dowiaduję się od niego dziesięć razy więcej niż ze wszystkich przeprowadzonych wywiadów &#8211; gram, a on komentuje, rzuca jakieś ciekawostki. Łypię na swoją konkurencję &#8211; o, jest, siedzi odpowiednio daleko i nie słyszy mojej rozmowy. Dobra nasza, jest materiał. Jeszcze chwila grania na luzie, jeszcze parę notatek na serwetce. Nie pamiętam od kogo pożyczyłem długopis. Trudno, zdobycz wojenna.</p>
<p>O 17-ej łapię walizkę i wsiadam razem ze wszystkimi do taksówki, jedziemy do hotelu. W karcie meldunkowej mam wpisane Germany, przekreślam zamaszyście i poprawiam na POLSKA. Warszawa to Warszawa, a nie Warschau ani Warsaw. Zresztą to i tak bez znaczenia. Omiatam wzrokiem pokoik &#8211; całkiem porządny, zaglądam do łazienki &#8211; czysto. Za 10 minut mamy spotkanie na dole, idziemy coś zjeść z naszym gospodarzem. Szybki prysznic, nowa koszulka na grzbiet i lecimy w miasto.</p>
<p>Zazwyczaj miasto składa się z jednej-dwóch ulic oraz jednej-dwóch knajp. Wszyscy się straszliwie pilnują, żeby nie powiedzieć nic, co mogłaby wykorzystać konkurencja, ale nie wszystkim się udaje. Piszę z kibla SMSa o planach konkurencji na najbliższe miesiące. W hotelu jesteśmy pod wieczór, wszyscy dość rozbawieni, ale nie ma lekko &#8211; powrót jutro rano. Kimono, rano wstaję, szybki prysznic, szybkie śniadanie, szybki przejazd taryfą na lotnisko, znowu czary z walizką. Tym razem siadłem dalej, Quentin potrzebuje tekstu szybko, czyli natychmiast. Siedzę sobie z tyłu, piszę. Osiem kilobajtów, dobra, drugą połówkę dopiszę po kawce. Kończę tekst równo z prośbą personelu samolotu o wyłączenie urządzeń elektronicznych. W południe (znowu cholera wiał wiatr!) jestem w Warszawie. Do pracy docieram przed 13-ą. Oddaję tekst, przekazuję płytę z materiałami. Piszę trzy angry maile na temat jakości materiałów, po 30 minutach dostaję lepsze arty, dwa nowe screeny i logo, tym razem nie rozpikselowane, tylko w porządnym psd-ku. Misja wykonana. Wieczorem zasypiam w fotelu przed telewizorem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/wyjazd/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>43</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bioshock 2 &#8211; recenzja na gorąco</title>
		<link>http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Feb 2010 23:01:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[bioshock 2]]></category>
		<category><![CDATA[rapture]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[review]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2472</guid>
		<description><![CDATA[Jeszcze nie ostygł pad, a już pędzę z recenzją bardzo wyczekiwanego przeze mnie tytułu. Bioshock 2 znakomicie kontynuuje tradycje jedynki i w moim przekonaniu jest sequelem idealnym &#8211; poprawiono w nim dokładnie to, co trzeba było poprawić, jednocześnie nie wyrzucając nic do kosza.
Zacznijmy od podstaw &#8211; tym razem gramy prototypowym Big Daddym, nazywanym Subject Delta, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeszcze nie ostygł pad, a już pędzę z recenzją bardzo wyczekiwanego przeze mnie tytułu. Bioshock 2 znakomicie kontynuuje tradycje jedynki i w moim przekonaniu jest sequelem idealnym &#8211; poprawiono w nim dokładnie to, co trzeba było poprawić, jednocześnie nie wyrzucając nic do kosza.</p>
<p>Zacznijmy od podstaw &#8211; tym razem gramy prototypowym Big Daddym, nazywanym Subject Delta, który wraca z niewiadomych (do czasu) przyczyn do Rapture, gdzie zostawił Eleonorę, Little Sister, z którą jest szczególnie związany. Nie będę wstrętnie spoilował, ale początek, rozwinięcie i zakończenie gry wymyślono dużo lepiej niż w jedynce, a ja lepiej znałem motywację bohatera, dzięki czemu znacznie bardziej chciało mi się grać i odkrywać, co jest dalej.</p>
<h2>Powrót Taty</h2>
<p>Zmiany względem jedynki? Nie fundamentalne, ale istotne. Jako Big Daddy mamy zupełnie inny arsenał niż to, co było w jedynce. Zaczynamy z wiertłem, którym można srogo przygrzać (a potem jeszcze przygrzać z rozpędu), z czasem zbiór nakładek na naszą prawą łapę powiększa się o miniguna z trzema rodzajami amunicji, karabin na nity (też trzy rodzaje ammo), wyrzutnię rakiet, strzelbę i jeszcze parę zabawek, z których najlepiej wypada narzędzie do hakowania na odległość. Upierdliwy element jedynki tym samym został wyeliminowany, nie trzeba już podbiegać do kamer, wystarczy do nich strzelić. Minigra w układanie rur, najgłupsza rzecz z pierwszego Bioshocka? Zastąpiony mega prostą grą, w której wskazówka przesuwa się wzdłuż podziałki pomalowanej na czerwono, zielono i niebiesko. Za trafianie w niebieskie pola &#8211; bonus. Dobre jest to, że hakowanie nie zatrzymuje rozgrywki, więc czasami jedną ręką strzelamy, drugą walimy plazmidami (miejscowy odpowiednik czarów), a trzecią rozgrywamy minigrę.</p>
<div id="attachment_2478" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr1.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2478" title="bio2_scr1" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Wciąż mroczno i nieprzyjemnie. Ale ładniej niż w jedynce</p></div>
<p>A właśnie, plazmidy. Nasza postać rozwija się dzięki nim, to aktywne umiejętności, nie różniące się znacząco od tych z jedynki, ale pozwalające na zróżnicowany styl rozgrywki. Najbardziej przydawało mi się jak zwykle zamrażanie (a potem headshot-headshot-headshot), ale jest też kilka świetnych, świeżych pomysłów &#8211; jak na przykład plazmid pozwalający na przywołanie helikopterków strażniczych. Po ulepszeniu plazmidu helikopterki są w wersji elitarnej oraz &#8211; słodkie &#8211; mają imiona. Najlepiej grało mi się z Matthew u boku, chociaż James też srogo siał ołowiem.</p>
<p>Poza plazmidami są też toniki, umiejętności pasywne, które pokazują Mass Effectowi 2, jak zrobić dynamiczną grę ze strzelaniem, która ma silne elementy RPG (to tak a propos dyskusji w komentarzach <a href="http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki">pod tym artykułem</a>). Toniki zmieniają styl rozgrywki, jest ich tona (podobnie jak miejsc na nie), więc można sobie ukształtować postać dokładnie tak, jak się chce. Dla mnie najważniejsze były toniki poprawiające jakość i tempo pracy Little Sisters.</p>
<h2>Nowy wymiar współpracy</h2>
<p>Bo w Bioshocku 2 z Małymi Siostrami można &#8211; a nawet trzeba &#8211; współpracować. Najpierw należy natłuc Big Daddy&#8217;ego, który chodzi razem z siostrzyczką, a potem można ją już sobie posadzić na ramię i zapytać klawiszem X, gdzie mamy się udać w celu zbezczeszczenia zwłok. Trupy do ekstrakcji ADAMu (substancji pozwalającej na modyfikacje genetyczne, w grze funkcjonuje jako waluta) leżą zazwyczaj na wielkiej, otwartej przestrzeni, więc dobrym pomysłem jest uprzednie rozstawienie wieżyczek (kolejny nowy element w dwójce). Gdy już wszystko jest gotowe, Siostra zaczyna ekstrakcję ADAMu, a zewsząd wypadają na nią hordy potworów, które musimy odeprzeć. Trudny moment, jak cała gra zresztą, ale już absolutnie najtrudniejsze jest stawienie czoła Big Sister, czyli ultralekkiej wersji Big Daddy&#8217;ego. Duże Siostry pojawiają się w charakterze bossów. I są to bossowie na tyle ciężcy, że jest achievement za pokonanie Big Sister bez odrodzenia się w Vita Chamber, miejscowym odpowiedniku checkpointu, ale pamiętającego, ile komu energii zabraliśmy.</p>
<div id="attachment_2488" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr2.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2488" title="bio2_scr2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/02/bio2_scr2-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Multi jest fajne, mapki ciasne. Ale ja bym strzelał w tę po lewej.</p></div>
<p>Wbrew pozorom mamy tu do czynienia ze znacznie doroślejszą produkcją niż pierwszy Bioshock, a skoro doroślejszą i przeznaczoną dla bardziej wysublimowanej publiki, to i poziom trudności jest odpowiednio podkręcony. Nie powiem, początkowo frustrowało mnie to, jak słaby jest Delta, ale wreszcie dotarło do mnie, że tutaj trzeba grać troszkę inaczej. Mniej melee, więcej kombinowania, mniej otwartego ataku, więcej pułapek i forteli. Niezła rzecz, przypadło mi to do gustu, bardzo. Doroślejsze są również problemy poruszane przez grę, jak również fragmenty niektórych poziomów &#8211; mnie w ziemię wbiło wesołe miasteczko, będące de facto wizytówką filozofii Rapture, i to filozofii demonstrowanej za pomocą manekinów i wielkiej mechanicznej łapy symbolizującej zewnętrzny świat. Takich miejsc i momentów jest więcej. Parę razy musimy dokonać moralnego wyboru, który wpłynie na końcówkę gry &#8211; ja szedłem ścieżką światła, ale po filmie przerywnikowym widać, że ci źli mają końcówkę rozwiązaną inaczej. Wybory te zresztą nie muszą być oczywiste. Zabić zdrajcę? Przecież to tylko tchórz. A geniusz uwięziony w pojemniku, sprowadzony do funkcji mózgu i zdający sobie sprawę z tego, w jakim koszmarze żyje? Będziemy miłosierni czy nie?</p>
<p>O technikaliach nie wypada wspominać &#8211; są lepsze niż w jedynce czyli nadal lata świetlne przed konkurencją. Do tego jeszcze uspokajająca muzyka, kontrastująca z potwornymi, nieludzkimi wrzaskami i mamy mocną (wręcz narkotyczną) wizję świata dla ludzi o mocnych nerwach. Dodam półspoilerowo, że w pewnym momencie mamy szansę obejrzeć Rapture z zupełnie innej perspektywy i jest to doświadczenie niesamowite, wyjaśniające bardzo wiele.</p>
<p>Osobna sprawa to multiplayer, zrealizowany elegancko i ciekawie, chociaż o tym, czy się w niego fajnie gra, powiem za kilka godzin rozgrywki. W każdym razie podobnie jak w Call of Duty kreujemy sobie sami tutaj klasę (oraz wygląd walczącego), a potem przenosimy się w czasy przed pierwszym Bioshockiem. Strasznie mi się podoba to, że zamiast lobby w postaci ekraników mamy&#8230; pokój naszego herosa (co więcej, jest kilkoro bohaterów do wyboru, każdy ze swoim kącikiem). Można sobie połazić w fpp, można posłuchać motywującego nagrania, obstawiam też, że co jakiś czas będą się tu pojawiały nowe elementy. A co najważniejsze: gdy już wykręcimy level 40 (kilkanaście godzin to trwa), gra raczy nas outrem, stanowiącym ponoć kapitalne wprowadzenie do pierwszego Bioshocka. Nie spocznę, póki go nie zobaczę.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/bioshock-2-recenzja-na-goraco/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>41</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Demo &#8211; zbawienie czy przekleństwo</title>
		<link>http://zagraceni.pl/demo-zbawienie-czy-przeklenstwo</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/demo-zbawienie-czy-przeklenstwo#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 07 Feb 2010 10:26:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Z innej beczki]]></category>
		<category><![CDATA[aliens vs predator]]></category>
		<category><![CDATA[bad company 2]]></category>
		<category><![CDATA[battlefield]]></category>
		<category><![CDATA[riddick]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2337</guid>
		<description><![CDATA[Fajne takie demo. Można sobie grę włączyć, odpalić, pobiegać, sprawdzić mechanikę, zastanowić się nad tym, jak będzie wyglądała pełna wersja. Lubię, gdy wychodzą dema, bo dzięki nim w siedmiu przypadkach na dziesięć napalam się na końcowy produkt. Niestety, są jeszcze pozostające trzy przypadki, i to ich właśnie jak ognia boją się wydawcy, i to nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Fajne takie demo. Można sobie grę włączyć, odpalić, pobiegać, sprawdzić mechanikę, zastanowić się nad tym, jak będzie wyglądała pełna wersja. Lubię, gdy wychodzą dema, bo dzięki nim w siedmiu przypadkach na dziesięć napalam się na końcowy produkt. Niestety, są jeszcze pozostające trzy przypadki, i to ich właśnie jak ognia boją się wydawcy, i to nie tylko słabych i średnich gier, ale nawet wielkich przebojów.</p>
<p>Wydawcy żyją w kompletnie fałszywym świecie internetowych ocen, zbieranych na metacriticu i gamerankingsach. Menedżer produktu, a takim produktem jest gra komputerowa, nie jest rozliczany tylko z wyniku finansowego, ale w pierwszym etapie (przed premierą gry) ze średniej ocen w internecie. To podejście firm produkujących gry wytwarza wokół siebie cały patologiczny system, z exclusive reviewsami na parę dni przed całą konkurencją (ale ocena minimum 9/10 wtedy) oraz całą resztą innych mechanizmów, o których kiedy indziej.</p>
<p>Czemu więc o tym piszę teraz? Bo nieprzemyślane demo może tę średnią zakłócić. Demo zazwyczaj wychodzi przed premierą gry i stanowi jej wizytówkę, na podstawie której armia blogerów i całkiem sporo recenzentów wyrabia sobie opinię o finalnym produkcie. Efekt jest taki, że na podstawie demka robi się preview gry, w którym się kwęka, że to niefajne, tamto sztywne, no a tamto to miejmy nadzieję poprawią. Po co to menedżerowi produktu? Po nic. On sobie hype zapewni innymi sposobami, dopuszczając chociażby do wersji przedpremierowej tylko dziennikarzy, do tego dziennikarzy grami zajaranych, a nie dziennikarzy-malkontentów (bardzo łatwo ich tak pokategoryzować).</p>
<p>Źle przygotowane demo potrafi bowiem zarżnąć produkt. Sam się zastanawiałem długo, czy jest sens grać w xboxowego Riddicka, bo demo było żenujące &#8211; miało nieprzyjemnie ustawione sterowanie (trzeba się było grzebać w opcjach), a na dodatek pokazywało tak oderwany od wszystkiego fragment gry, że człowiek nie wiedział o co chodzi. We właściwej grze, zanim zasiądziemy za sterami jednego z cyborgów, pokonujemy ich całe legiony, poznajemy ich zwyczaje, uczymy się nienawiści do nich. A gdy wreszcie możemy jednego poprowadzić, ekscytacja sięga zenitu. Ale w demie wszystko było jak na dłoni. Szkoda Riddicka, bo to dobra gra, zastrzelona przez swoje własne demo.</p>
<p>Mam nadzieję, że nie będzie tak w wypadku nowego Battlefielda, chociaż tutaj jest głębszy casus, jak na mój wyczulony na spiski nos. Mianowicie na konsolach mamy znakomite, wysadzające z butów demo, śmigające, lśniące i fantastyczne. A na pecetach mamy tę samą mapę, ale całość nie nazywa się demo, tylko beta, a różnica polega na tym, że nie da się w to grać. Wykorzystanie procesora karty graficznej zatrzymuje się na 40 procentach i nie chce iść wyżej, są bugi, które wyeliminowano już w becie na PS3 kilka miesięcy temu, ludzie narzekają na potworny lag myszki&#8230; nie wiem czy ktoś w EA tak chciał, ale efekt jest moim zdaniem biznesowo świetny, przynajmniej w moim przypadku &#8211; odechciało mi się grać na pececie i będę w ten tytuł grał na konsoli. </p>
<p>Z kolei w Aliens vs Predator odechciało mi się grać w ogóle, tutaj problem jest na poziomie absolutnie podstawowym &#8211; po wyjściu demka przez pół dnia opętańczego klikania w tryb gry sieciowej, nie dało się znaleźć partnerów do rozgrywki. Czyli techniczny bubel. Wiele osób miało tak samo jak ja &#8211; gdy wreszcie się połączyły z hostem, nie chciało już im się grać i widziały tylko wady.</p>
<p>Zabawne jest to, że najlepsze gry w ogóle nie mają wersji demonstracyjnych, tak na wszelki wypadek, albo ich demka pojawiają się grubo po premierze &#8211; jak choćby Uncharted 2, demo wyszło jakieś dwa tygodnie temu. I sądząc po komentarzach po przedpremierowym demie Heavy Raina, była to świetna decyzja. HR wzbudził już bowiem sporo złych emocji, a to je właśnie najbardziej widać w internecie. I to one potem odbijają się na średniej na gamerankingu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/demo-zbawienie-czy-przeklenstwo/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>58</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mass Effect 2 &#8211; skąd te dziesiątki?</title>
		<link>http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Feb 2010 09:33:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[Pierwszy ogień]]></category>
		<category><![CDATA[RPG]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2456</guid>
		<description><![CDATA[Zacząłem grać w Mass Effecta 2, strasznie na niego czekałem, bo jedynkę bardzo lubiłem, mimo jej oczywistych wad w postaci chociażby lekko spapranego systemu walki oraz momentami niepotrzebnie uproszczonej rozgrywki w sensie aspektu RPG. Dwójkę też polubiłem i gra mi się w nią fajnie, ale gdy czytam recenzje w największych światowych portalach, wynoszących ten tytuł [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zacząłem grać w Mass Effecta 2, strasznie na niego czekałem, bo jedynkę bardzo lubiłem, mimo jej oczywistych wad w postaci chociażby lekko spapranego systemu walki oraz momentami niepotrzebnie uproszczonej rozgrywki w sensie aspektu RPG. Dwójkę też polubiłem i gra mi się w nią fajnie, ale gdy czytam recenzje w największych światowych portalach, wynoszących ten tytuł pod niebiosa, to brwi mi się same podnoszą do góry.</p>
<p>Bo Mass Effect 2 genialną grą absolutnie nie jest. Przede wszystkim może nie podobać się klimat tego tytułu, pachnący starą szafą space opery w stylu Star Treka. Tutaj nikt nie rzuca żarcików, tutaj nikt nie jest wyluzowany, wszyscy stoją niczym kukły i wygłaszają swoje podniosłe kwestie. Mi to nie przeszkadza, łykam konwencję przemawiających (zamiast rozmawiających) bohaterów, ale nie każdemu musi to przypaść do gustu.</p>
<p>Drugi element, który może wielu graczom przeszkadzać &#8211; mi przeszkadza &#8211; to fakt, iż ME2 w trybie walki jest średnim shooterem. Serio, na shooterach zjadłem zęby i potrafię rozpoznać dobrego shootera po samym zapachu, dlatego też wszystkie superlatywy o tym trybie, które przeczytałem w necie, składam na karb faktu, iż recenzowali ją ludzie odpowiedzialni za gry RPG, a nie shootery. Erpegowiec prawdopodobnie nie widział na oczy Gearsów ani Calla, więc dla niego chowanie się za przeszkodami i wyskakiwanie na moment, żeby oddać trzystrzałową serię to absolutne zaskoczenie. Dla mnie nie. Ja od shootera oczekuję po pierwsze przeskakiwania między osłonami (tak, nie ma tego w ME2), a po drugie używania innego guzika do przeskakiwania przez przeszkody i innego do przyklejania się do nich. W ME2 to jeden i ten sam guzik, którego funkcja zależy od długości przytrzymania. Efektem nie jest wprawdzie wskakiwanie prosto pod huraganowy ogień, ale ogólne poczucie bezwładności i braku panowania nad bohaterem.</p>
<p>Używanie mocy drużyny to z kolei shooterowy odpowiednik ciśnięcia granatem i wiele nie wnosi &#8211; do teraz nie jestem w stanie stwierdzić, które moce nadają się do zbijania tarcz, a które do rozwalania pancerza, na dodatek gra podświetla stosowne umiejętności. Giwery nie mają żadnych parametrów &#8211; kaman, w Borderlands miały i działało to super, komu przeszkadzają cyferki?! Efekt jest taki, że każdy nowy karabin trzeba najpierw sprawdzić w boju, zamiast kulturalnie erpegowo zabrać się za liczenie cyferek. </p>
<p>Wrogowie nie dropują lootu &#8211; to dla mnie kolejny minus ME2. Jedyne co może z nich wypaść to amunicja, a znajdźki typu nowa giwera znajdują się w formie schematów obok komputerów, koniecznie ustawionych podczas misji w takim miejscu, żeby się nie dało ich przegapić. Potem na szczęście jest ciekawiej &#8211; aby skończyć badania nad nowym schematem, trzeba wydać na niego surowce, zdobywane podczas skanowania planet. Samo skanowanie jest histerycznie nudne (serio, wolałem jeżdżenie Mako z jedynki), ale uspokajające po misji składającej się głównie ze strzelania. </p>
<p>Żeby jednak nie było, gra nie jest zła, ani nawet przeciętna &#8211; nie, jest dobra, prawie bardzo dobra. Na razie jednak wyżej cenię jedynkę. O ile jedynka to dla mnie do dzisiaj 9/10, tak dwójka waha się na razie między 7 a 8/10. Co nie zmienia faktu, że skończę ją z przyjemnością, bo poza słabym strzelaniem i nudnym skanowaniem, i drewnianymi dialogami, jest tu kosmiczna startrekowa moc, która każdego wieczoru trzyma mnie przy konsoli.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/mass-effect-2-skad-te-dziesiatki/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>68</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Battlefield: Bad Company 2 &#8211; wrażenia z single i multi</title>
		<link>http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-wrazenia-z-single-i-multi</link>
		<comments>http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-wrazenia-z-single-i-multi#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 25 Jan 2010 14:01:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Cubituss</dc:creator>
				<category><![CDATA[Featured Articles]]></category>
		<category><![CDATA[GraFomania]]></category>
		<category><![CDATA[Graliśmy]]></category>
		<category><![CDATA[Gry akcji]]></category>
		<category><![CDATA[Zapowiedzi]]></category>
		<category><![CDATA[bad company 2]]></category>
		<category><![CDATA[battlefield]]></category>
		<category><![CDATA[dice]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://zagraceni.pl/?p=2403</guid>
		<description><![CDATA[Z racji swojego zawodu czasami mogę sobie pograć w coś, o czym inni marzą (to się zmieni zaraz, ale nie uprzedzajmy faktów). Czasami nawet mogę o tym napisać na blogu. Z niekłamaną dumą i blady z podniecenia zapraszam więc do lektury długaśnego tekstu (massca, stronicowanie musimy zrobić!) o grze, na którą aktualnie najbardziej czekam: Battlefield: [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z racji swojego zawodu czasami mogę sobie pograć w coś, o czym inni marzą (to się zmieni zaraz, ale nie uprzedzajmy faktów). Czasami nawet mogę o tym napisać na blogu. Z niekłamaną dumą i blady z podniecenia zapraszam więc do lektury długaśnego tekstu (massca, stronicowanie musimy zrobić!) o grze, na którą aktualnie najbardziej czekam: Battlefield: Bad Company 2.</p>
<p>Na pokazie Bad Company 2 grałem na Xboxie 360, kończąc pół jednej i pół następującej po niej misji oraz grając w jakąś nieskończoną liczbę map w multi i to tym drugim poświęcę więcej miejsca, bo singla potraktuję osobnym wpisem po tym, jak już grę skończę (albo przynajmniej rozgrzebię).</p>
<h2>Single &#8211; w czym różny od BC1</h2>
<div id="attachment_2427" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr1.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2427" title="bc2prev_scr1" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr1-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Rajd w stylu CoD - ale tutaj można wybijać dziury w ścianach</p></div>
<p>Cóż, na pierwszy rzut oka tryb singlowy niewiele różni się od tego z pierwszego Bad  Company, chociaż po chwili widać istotne szczegóły. Najbardziej widoczne jest to, że poziomy są &#8211; przynajmniej te, które miałem okazję obejrzeć &#8211; znacznie bardziej zwarte i liniowe od tego, co pamiętam z BC1, gdzie często miała miejsce sytuacja &#8220;oto mapa, jakoś się przebijcie do tego miejsca&#8221;. Teraz jest więcej Call of Duty w tym wszystkim &#8211; na Haggarda przewraca się pomnik, jest scena z zakładnikiem, którego oprawcę należy szybko zastrzelić z pistoletu podanego nam przez usłużnego dowódcę, jest atak dowódcy na ostatniego obrońcę baraku, a zaraz potem ciężarówka się w tenże barak wbijająca&#8230; jest dobrze, jest wybuchowo, jest szybko i intensywnie. Ale nie tak szybko jak w CoD, co mi na przykład, jak się okazało, bardziej odpowiada. Jest chwila na zastanowienie, jest czas na oddech, no a przede wszystkim jest niszczenie budynków i drzew.</p>
<div id="attachment_2424" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr2.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2424" title="bc2prev_scr2" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr2-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Dobra misja - ta wioska zaraz się zawali</p></div>
<p>To co zaskakiwało w pierwszym Bad Company, tutaj podkręcono &#8211; ale nie nazwałbym tego następnym poziomem realizmu, bo bym skłamał. Autorzy całkiem świadomie &#8211; jak mnie przekonywali potem w rozmowach &#8211; zrezygnowali z engine&#8217;u, który pozwala wszystko zrównać z ziemią i tylko niektóre budynki można poobgryzać eksplozjami tak, żeby się zawaliły. Główną barierą są ograniczenia konsol, ale równie ważna jest konieczność zachowania równowagi w rozgrywce. W singlu zatem zamiast zawalać całe miasto budynek po budynku, możemy wysadzić tylko niektóre z budowli, tak samo jest w multi. I wiecie co? Zupełnie to nie przeszkadza, zupełnie. Już sama możliwość wysadzenia ściany jest na tyle egzotyczna, że o destrukcji wszystkiego nawet nie myślałem.</p>
<p>Względem Bad Company poprawiono parę rzeczy &#8211; na przykład mam wrażenie, że sterowanie jest płynniejsze i mniej zlagowane niż to z jedynki. Do tego zrezygnowana z pakowania sobie setek zastrzyków w serce i teraz zdrowie odnawia się samo, ale dość opieszale, a na dodatek nie byłem w stanie równie wyraźnie jak w CoD określić, czy jestem bardzo ranny, czy tylko trochę. Efekt &#8211; parę razy dostałem w czapę tylko dlatego, że wydawało mi się, iż już czerwień zeszła z ekranu, a ona wciąż tam była.</p>
<h2>Multi &#8211; ale przejdźmy do konkretów</h2>
<p>No właśnie. Singla skończymy i zapomnimy, a czy warto będzie zostawić parę setek godzin w multi? Po całodziennym rżnięciu miałem uśmiech od ucha do ucha (that&#8217;s what she said <img src='http://zagraceni.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> ), a gdy wróciłem do domu i siadłem do MW2&#8230; zmarszczyłem się i wzruszyłem ramionami. Bo MW2 do BC2 nie ma absolutnie podejścia, jeśli ktoś szuka czegoś więcej niż &#8211; excusez le mot &#8211; zapierdalania przed siebie niczym bezgłowy kurczak.</p>
<p>Pierwsza i zasadnicza różnica to model strzelania. Tutaj odrzut to jest odrzut, czuć moc podskakujących giwer i nie ma opcji, żeby kogoś pojechać przypadkowym sprejem, co jest nie tyle ukłonem w stronę realizmu, ile umiejętności, opanowania i poznania zalet swojej klasy. Czy więc BC2 to bezustanny camping? Z jednej strony tak, bo wszak każda sieciówka skupiona na innym celu niż mordowanie przeciwników zakłada kampowanie określonych miejsc na mapie. Ale z drugiej strony kompletnie nie, bo BC2 jak żadna inna gra promuje zachowania prodrużynowe.</p>
<div id="attachment_2437" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr3.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2437" title="bc2prev_scr3" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr3-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Mundury dość dobrze maskują walczących. No i te gogle...</p></div>
<p>Podstawowym wyrazem drużynowości BC2 jest to, jaką nieprawdopodobną masę punktów doświadczenia dostaje się za czynności poboczne. Medyk za każdego wyleczonego z drużyny dostaje +10xp, ale już za każdego ze squadu +20xp, podczas gdy frag wart jest punktów tylko 50. Antykamperski jest też system namierzania wrogów &#8211; jeśli mamy kogoś w celowniku (a wcale nie jest powiedziane, że go zastrzelimy, bo zasięg wzroku jest NIEPRAWDOPODOBNY), możemy go namierzyć. Enemy spotted mówi nasz wojak, a drużyna widzi tego przeciwnika w postaci czerwonej strzałki na minimapie i na polu gry. Strzałka trzyma się kilka sekund i jeśli przez ten czas wróg padnie, dostajemy spotting bonus, +20xp. W ogóle premie expowe pojawiają się co chwila i dochodzę do wniosku, że wcale nie będzie tutaj tak, że najwięcej fragów równa się pierwszemu miejscu w drużynie. I świetnie, o to dokładnie chodzi w drużynówce! A gra jeszcze liczy nasze globalne i chwilowe osiągnięcia, co chwila przyznając nam jakiś medal albo wyróżnienie, oczywiście suto podsypane punktami doświadczenia.</p>
<h2>Multi &#8211; klasy i poziomy</h2>
<p>Wspomniałem o expach, które w becie już były, ale opowiem o nich tym, którzy w betę nie grali &#8211; otóż Bad Company 2 zawiera chyba najbardziej przejrzysty i najprzyjemniejszy system levelowania, jaki kiedykolwiek widziałem &#8211; MW2 ze swoim &#8220;zabij 40 wrogów przez ściany&#8221; może się schować. Zacznijmy od tego, że przed każdym respawnem możemy wybrać jedną z czterech klas i nawet w środku rundy ustawić jej parametry &#8211; broń podstawową, przyboczną, gadżet, dwa perki piechociarskie i jeden perk do pojazdów. Gra liczy nasze postępy w pięciu dyscyplinach &#8211; po jednej na każdą klasę oraz dodatkowej, pojazdowej. Ta ostatnia zresztą to istna kopalnia expów &#8211; taki na przykład pilot śmigłowca transportowego dostaje po 20xp za fraga zdobytego przez&#8230; dowolną osobę na pokładzie. Nie muszę dodawać chyba, że w jego interesie jest kręcenie kółek nad kluczową flagą lub skrzynią.</p>
<p>Z expami wiążą się unlocki, które znamy od razu &#8211; widzimy, jaki będzie następny unlock (w każdej z pięciu dyscyplin unlocki są inne) i ile nam do niego brakuje punktów w danej dyscyplinie. Najcudowniejsza sprawa? Część unlocków jest międzyklasowa. Jeśli w ścieżce assaulta odblokuje się lightweight, czyli lżejsze wyposażenie (czyli szybszy sprint), można go wsadzić do każdej z pozostałych klas.</p>
<p>A same klasy? Wszystko hybrydy. Assault poza assaultowaniem rozrzuca też skrzynki z amunicją, scout ma karabin snajperski, ale też przyklejane ładunki C4, medyk na początku nie ma&#8230; apteczki (trzeba ją odblokować), ale za to w ręku trzyma potężny karabin maszynowy (a jeszcze potężniejsze się później odblokowują), a inżyniero-saper poza wyrzutnią rakiet ma jeszcze bardzo konkretne karabiny &#8211; to w jego ścieżce rozwoju pojawia się na przykład karabin SCAR, broń dość mocarna.</p>
<p>Cóż mam powiedzieć &#8211; system jest tak wciągający i tak pomyślany, żeby nie ganiać w kółko tą samą klasą. Jeśli brakuje nam mobilności scoutem, trzeba doczołgać się w ścieżce assaulta do wspomnianego lightweighta. Takich międzyklasowych zależności jest na tyle dużo, że gracze, którzy chcą naprawdę wymiatać, będą musieli spędzić masę godzin w skórach i teksturach wszystkich klas po mniej więcej tyle samo.</p>
<h2>Multi &#8211; mapy i taktyka</h2>
<div id="attachment_2444" class="wp-caption alignright" style="width: 160px"><a href="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr4.jpg"><img class="size-thumbnail wp-image-2444" title="bc2prev_scr4" src="http://zagraceni.pl/wp-content/uploads/2010/01/bc2prev_scr4-150x150.jpg" alt="Nie ma leżenia na ziemi, jest tylko przykucanie. Da się przyzwyczaić" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Nie da się kłaść, można tylko kucać. Dobry pomysł na walkę z kamperami.</p></div>
<p>Mapy w multi są tak rozległe, że na jednej z nich dałoby się zmieścić cały mapcykl MW2 i wcale nie przesadzam. Na szczęście jest tu odpowiednia ilość sprzętu do przemieszczania się oraz przefajny system spawnowania, dzięki któremu pojawiamy się zawsze tam, gdzie są nasi towarzysze. Liczba dostępnych taktyk każe MW2 iść do kąta i gorzko płakać, wszak poza pojazdami jest tu przecież system niszczenia właściwie wszystkiego. Każde podejście na każdej mapie to zupełnie inna rozgrywka &#8211; raz ktoś się zaczai w krzakach i się na nim spawnujemy, innym razem ktoś lata heli w kółko nad flagą i zrzuca bezustanny desant, jeszcze innym razem do bazy wjeżdża ktoś, kto ma odblokowanego perka zasłony dymnej w pojazdach i wali kłębami dymu we wszystkie strony&#8230; przez cztery godziny nie widziałem dwa razy takiej samej sytuacji. Raz biegłem w pierwszej linii, żeby zaraz potem własnoręcznie sterować UAV i zarabiać masę punktów na spottingu przeciwników broniących się w bunkrze.</p>
<p>Battlefield moments &#8211; to chwile, dla których gra się w BFa. Przez cztery czy pięć godzin grania miałem takich chwil niezliczone ilości, a uśmiech robił mi się coraz szerszy, aż do etapu Jokera. Przemykam na quadzie przez środek hangaru, pędząc do ostatniej flagi, rozpędziłem się za bardzo i przeskoczyłem nad szeregiem obrońców &#8211; a miałbym pięć fragów typu roadkill, jakbym jechał wolniej. Ze stanowiska obok słyszę kolegę krzyczącego &#8220;patrz jaki koleś, przez hangar quadem przeleciał&#8221;. Inny battlefield moment &#8211; nęka mnie snajper, siedzi gdzieś w trzypiętrowym bloku. Biorę czołg i strzelam, i strzelam, i strzelam, i strzelam, wreszcie trafiam w jakąś newralgiczną ścianę i blok&#8230; cały się zawala snajperowi na głowę. Jeszcze inny &#8211; urządzam sobie polowanie na snajperów. Broń z tłumikiem (inżynier), rozkładam miny pod flagą, żeby nikt mi jej nie zajął i udaję się na zwiedzanie kamienicy, z której grzmią lufy wrogów. Wiertarka w dłoń &#8211; i już achievement The Dentist wpada. Do tego każda walka na noże to w Bad Company 2 niezapomniane przeżycie, zwycięzca odchodzi z nieśmiertelnikiem pokonanego i może do woli się nad nim rozczulać w osobnym menu.</p>
<p>Dla mnie ta gra stanowi idealne wyważenie pomiędzy zręcznościowym strzelaniem a taktycznym podejściem &#8211; a w tym wszystkim jest jeszcze mnóstwo rzeczy, których inne gry nie mają, czyli wykorzystanie pojazdów oraz niszczenie obiektów. Bad Company 2 naprawdę błyszczy w multi. Nie pamiętam, żebym na jakiś multiplayer aż tak bardzo czekał &#8211; szczególnie czekał na podstawie tego, czego sam już doświadczyłem. Do zobaczenia w celowniku!</p>
<p>Na dobranoc jeszcze <a href="http://www.youtube.com/watch?v=SDEuNdYWT1o">fajniutki trailer singleplayera</a>. Me like! Embed wyłączony niestety, embed z GT rozwalał nam stronkę <img src='http://zagraceni.pl/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':(' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://zagraceni.pl/battlefield-bad-company-2-wrazenia-z-single-i-multi/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>39</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
